Świat sportu budzi się do życia po długim okresie przymusowego postoju. Uczestnicy Diablak Extreme Beskid Triathlon dali z siebie wszystko na diabelskim dystansie. Zaczęli od pływania, po wyjściu z wody wskoczyli na rowery, aby w biegu pojawić się na mecie. Mimo niewyobrażalnego dla większości ludzi wysiłku, była to tylko przygrywka przed zawodami na jeszcze dłuższych dystansach.

Zawody Diablak Extreme Beskid Triathlon odbyły się w minioną niedzielę nad Jeziorem Żywieckim. Dystanse robią wrażenie. Kilkuset śmiałków sprawdziło się w dwóch kategoriach - dłuższym: 1/2 Diablaka - 1800 m pływania, 90 km jazdy rowerem i 21 km biegu oraz krótszym: 1/4 Diablaka - 900 m pływania, 55 km jazdy na rowerze i bieg na dystansie 10 km.

Mimo niewyobrażalnego dla większości ludzi wysiłku, niedzielny triathlon był tylko przygrywką przed planowanymi na 26 czerwca zawodami, podczas których śmiałkowie pokonają 3,5 km płynąc, 180 km na rowerze i 44 km biegnąc. Wystartują koło zapory w Tresnej o godz. 4 rano, z jeziora wyjdą na plaży miejskiej w Żywcu, stamtąd rowerami ruszą w stronę Szczyrku, następnie do Istebnej i Milówki, aby pod amfiteatrem w Żywcu zostawić rowery i biec dalej aż na szczyt Diablak w Babiogórskim Parku Narodowym.

Tekst i foto: Piotr Bieniecki