Mieszkańcy bielskiego osiedla nie zgodzili się na montaż na dachach ich bloków stacji bazowej telefonii komórkowej, dzięki czemu mieliby niższe czynsze. Dzisiaj niektórzy sądzą, że źle się to dla nich skończyło, bowiem gigantyczny maszt stanął tuż przed ich oknami.

- Okropieństwo stanęło jak obiecywało. Jest wielkie i brzydkie. Ale cóż, trzeba się przyzwyczaić i polubić, bo cóż innego pozostało? A jak wam się podoba? Może będzie ściągało pioruny, to będzie wtedy jakaś atrakcja podczas burzowych dni - taki przyprawiony goryczą wpis znajdujemy na prowadzonym przez mieszkańców facebookowym profilu „Osiedle Polskich Skrzydeł B-B”.

Na nic się zdały protesty mieszkańców, których zaskoczyła lokalizacja masztu na działce przy ulicy Nasiennej, o rzut kamieniem od ulicy Cieszyńskiej. Słali pisma, w których informowali, że nie zgadzają się na postawienie 40-metrowego masztu. Irytowali się, że inwestycji w żaden sposób z nimi nie konsultowano, choć to pierwsza rzecz, jaką dziś widzą wyglądając przez okno. Skarżą się na potencjalną szkodliwość stacji i obniżenie wartości ich działek.

Wcześniej mieszkańcy nie zgodzili się na montaż stacji P4 na jednym z dachów bloków spółdzielni Strzecha. Spółdzielnia poprosiła wtedy mieszkańców o zaopiniowanie takiej inwestycji, która przyniosłaby spore pieniądze. Dzięki niej mieszkańcy mogliby liczyć na niższy czynsz. Jednak po zdecydowanym proteście lokatorów, Strzecha wycofała propozycję. Z tą nową inwestycją spółdzielnia nie miała już nic wspólnego i nie występowała nawet jako strona postępowania.

Więcej na ten temat w nowej „Kroniki Beskidzkiej”, która jest już w sprzedaży. E-wydanie jest dostępne TUTAJ.

MK

Foto: Fb Osiedle Polskich Skrzydeł B-B