Miesiąc w piekle. Znany reporter wygrał walkę z podstępną chorobą
Nasz redakcyjny kolega zniknął na dwa miesiące z przestrzeni publicznej. Podejrzewany o zatargi z prawem, w zaciszu domu walczył z chorobą COVID-19. Aby uciąć spekulacje, postanowiłam zapytać go, jak się czuje i kiedy wraca do pracy. Z Mirosławem Jamro, redaktorem działu „Na sygnale” rozmawia Agnieszka Ściera-Pytel.
Nagle zniknąłeś, a w przestrzeni publicznej pojawiły się pogłoski, że się ukrywasz.
- Zniknąłem, gdyż 22 marca br. zaraziłem się koronawirusem. Pierwsze objawy choroby pojawiły się po trzech dniach, była to gorączka, ok. 38,5 st. C. Ostatnie dwa materiały związane ze zdarzeniami drogowymi zarejestrowałem w piątkowy wieczór, 26 marca br. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że jestem zakażony koronawirusem. Kilka dni później zaraziła się żona. W trakcie choroby doszły do mnie pogłoski, że zostałem zatrzymany przez policję, ale to nieprawda. Nie miałem żadnych kłopotów z prawem, nie było żadnego powodu, żeby mnie zatrzymywać. W tym samym czasie kłopoty z prawem miał dziennikarz innych bielskich mediów.
10-minutowy kontakt z zakażonymi
Dostałeś pogróżki?
- Pogróżek kierowanych bezpośrednio do mnie nie otrzymałem, ale wiem, że pod różnymi artykułami w gazecie bielsko.biala.pl pojawiały się hejterskie komentarze kierowane pod moim adresem, o czym parę dni temu poinformował mnie redaktor naczelny. Nie wiem, co widniało w tych komentarzach, gdyż przez ponad trzy tygodnie mocno ograniczyłem dopływ informacji. Wybierałem tylko te, które w danym momencie były mi potrzebne. A poza tym, to nie miałem siły czytać wszystkiego i wszędzie.
Jak przebiegła u ciebie choroba?
- Doskonale wiem kiedy i w jakich okolicznościach się zakaziłem. To było 22 marca, miałem krótki, bo raptem dziesięciominutowy kontakt z osobami, które wtedy nie wiedziały, że są zakażone koronawirusem. Gdy otrzymałem od nich informację, iż mają wysoką temperaturę, ja już też miałem gorączkę. Od momentu zakażenia do pierwszego objawu, jakim była gorączka, minęły trzy dni, później było tylko gorzej. Szybko przekonałem się, że nie jest to grypa ani inna znana mi choroba, ale COVID-19.
Ta choroba to nowy wymiar chorowania, którego nie można porównać z niczym innym. Zaburzenia słuchu i powonienia to był tylko “wstęp”. Przez parę dni miałem o wiele lepszy słuch niż zazwyczaj, mocno odczuwałem różne zapachy. Mózg płatał figle, gdyż np. zamiast odoru czułem zapach słodki, waniliowy. W moim przypadku przebieg choroby był ciężki. Trzeba było rozsądnie gospodarować siłami, aby złapać oddech, coś przełknąć, nie zakaszleć w tym momencie, nie zakrztusić się… Zjedzenie paru łyżek płatków owsianych z mlekiem zajęło mi ponad jedenaście minut.
Twoje szanse na przeżycie spadają
Koronawirus atakował różne części organizmu, m.in. język i przełyk. Miałem ogromne kłopoty z mówieniem, o czym przez telefon przekonało się parę osób, z którymi byłem w kontakcie. Pulsoksymetr najczęściej pokazywał saturację krwi na poziomie 86-91 proc., a dwa lub trzy razy saturacja spadła do 75 proc. Cały czas miałem gdzieś w głowie słowa kolegi ratownika, który ostrzegł mnie - Mirek, jeżeli saturacja będzie na poziomie 89 proc., to wzywaj ambulans, bo później twoje szanse na przeżycie spadają.
Widząc na pulsoksymetrze słabą saturację, świadomie zrezygnowałem z wezwania pomocy, gdyż przyjazd medyków mógł oznaczać, że wezmą mnie do szpitala. A tego chciałem uniknąć za wszelką cenę. W marcu i kwietniu br. w szpitalach było bardzo wielu pacjentów, a zbyt mało personelu. W szpitalach umierało niestety dużo ludzi. Dlatego wybrałem pobyt w domu, choć miałem świadomość, że w przypadku nagłego zatrzymania krążenia pomoc medyczna może nie zdążyć.
Przez parę nocy sytuacja z moim oddechem była groźna. Dłuższy, kilkuminutowy bezdech mógł doprowadzić do nagłego zatrzymania krążenia, dlatego prosiłem żonę, aby przez godzinę czy dwie nie spała, tylko kontrolowała moje funkcje życiowe. W trakcie choroby momentami pojawiał się kaszel, jedno, dwa kaszlnięcia, czasem serie kaszlu. Temperatura organizmu wahała się od 39,3 st. C w początkowych dniach choroby, do 35,6 st. C w ostatniej fazie. W ciągu około trzech tygodni schudłem o blisko siedem kilogramów, co jest akurat korzystne. Bywały momenty, że nie było siły nawet na prysznic.
Przywieźli nam koncentrator tlenu
Byłeś świadomy tego, co się z tobą dzieje?
- Przez cały okres choroby, czyli około miesiąca, byłem świadomy zarówno tego, co się dzieje z moim organizmem, jak i w najbliższym otoczeniu. Niestety, COVID-19 to podstępna choroba, atakująca “na różnych frontach”. Powoduje m.in. zaburzenia w postrzeganiu rzeczywistości. Człowiek może chwilowo tracić pamięć i nie pamiętać, iż zaledwie parę minut wcześniej o coś pytał. Któregoś wieczoru nie byłem w stanie ułożyć żadnego pełnego zdania. Rozmawiałem z żoną pojedynczymi słowami, coś na zasadzie kalamburów, ja słówko, ona słówko. Tej rozmowy kompletnie nie pamiętam. Żona twierdzi, że miałem dwa takie słabe dni, ja - że jeden.
W pewnym momencie przestałem śledzić informacje o koronawirusie. Nie miało znaczenia ani ile jest dziennie zakażeń, ani ile osób zmarło. Musiałem zająć się domem, zwierzętami, które w czasie, gdy byłem chory i nie funkcjonowałem tak, jak zazwyczaj, wyczuły to i odsunęły się ode mnie. Musiałem popracować nad przywróceniem kontaktu z kotami, co pochłonęło mi ładnych kilka dni. Jedynymi “gośćmi” w naszym domu byli ratownicy Czesiek i Łukasz ze Starego Bielska. Ubrani w kombinezony ochronne i maski, przywieźli nam koncentrator tlenu. To urządzenie przez parę dni kilka razy wsparło mój oddech, kilka razy wsparło oddech żony. Im należą się szczególne podziękowania za pomoc. W trakcie choroby mieliśmy do dyspozycji termometr rtęciowy, ciśnieniomierz, i pulsoksymetr, który w ostatniej chwili odebrała żona z paczkomatu zanim zaraziła się ode mnie koronawirusem.
Zostając w domu, nie lecząc się, również ryzykowałeś. Wiele osób zbyt późno zgłosiło się po pomoc, podnosząc statystyki umieralności w szpitalach.
- No cóż. Jeżeli miałbym przegrać walkę z COVID-19, to lepiej w domu. U boku żony, blisko naszych kotów. Udało mi się wygrać z chorobą, choć było ciężko i zajęło to dużo czasu. Gdy byłem już pewny, że jestem ozdrowieńcem, wybrałem się do pobliskiej przychodni na badania. Tam okazało się, że mam rozregulowany organizm. Badanie krwi wykazało, że pewnych pierwiastków było za mało, innych - za dużo. Wysoki poziom cukru, wysokie ciśnienie. Jedno z badan wykazało, że mam we krwi przeciwciała SARS-COV 2. Dostałem skierowanie do diabetologa oraz do szpitala na oddział kardiologiczny w trybie PILNE. Rozpoznanie po lekarskim badaniu brzmiało tak: ciśnienie 200/110, bez reakcji na capropril i furosemid, bez objawów ogólnych. Świeżo rozpoznana cukrzyca z glikemią do 350. Zdrowie pacjenta po zakończeniu COVID-19. Oczywiście, ponownie wybrałem dom. Hospitalizacja mogła oznaczać, że już ze szpitala nie wrócę do domu, że będę pacjentem, który zmarł na COVID-19 i choroby współistniejące.
Materiał na dobrą książkę
Jak się leczyłeś? Co ci pomogło wyjść z choroby?
- W pierwszej fazie choroby polopiryna i paracetamol oraz antybiotyk i lek przeciwzakrzepowy. Później, gdy już trafiłem do przychodni, zapisano mi masę różnych leków. Wyleczenie z COVID-19 niekoniecznie oznacza koniec kłopotów zdrowotnych. Ta choroba skutecznie nasila inne schorzenia, o których istnieniu człowiek czasem nie zdaje sobie sprawy. Tak było w moim przypadku. Osłabienie organizmu z powodu COVID-19 spowodowało, że gdzieś zakaziłem się półpaścem - tak brzmiała diagnoza jednego z lekarzy. Inny lekarz - naczyniowiec stwierdził, że miałem zakażenie lewej nogi, skóry i tkanki podskórnej, a poza tym mam niedrożną żyłę odstrzałkową.
Cierpisz na stany depresyjne, może dopadła cię mgła pocowidowa?
- Nie (śmiech). Mój mózg funkcjonuje bardzo dobrze. Ani nie cierpię na depresję, ani nie dopadła mnie mgła pocovidowa. Miałem dużo czasu na obserwację otoczenia i wyciąganie różnych wniosków. W czasie choroby byłem świadomy, a że jestem dobrym obserwatorem zyskałem sporo wiedzy na temat walki z COVID-19. Jestem przekonany, że ta wiedza trafiła tam, gdzie miała trafić i została wykorzystana. O szczegółach teraz nie będę informował. Powiem tylko tyle, że w dwa miesiące uzbierałem materiał na dobrą książkę. Gdy doszedłem do siebie zaskoczyło mnie, że ludzie nie pytając “co się stało i dlaczego zniknąłem”, wyciągnęli pochopne wnioski. Moje zniknięcie zweryfikowało też liczbę znajomych.
Chcesz zaszczepić się?
- Oczywiście, że zamierzam się zaszczepić, gdyż wiem, jak groźny jest koronawirus. W moim przypadku byłem jedną nogą w domu, a drugą - w grobie. Mnie się udało wygrać z chorobą, ale sporo ludzi przegrało. Jeśli ktoś zna bieżący stan organizmu i potrafi przewidzieć, jak zareaguje on w przypadku zakażenia koronawirusem lub jego zmutowaną wersją, jeśli potrafi przygotować się na obronę przed takim atakiem albo jest ignorantem lub ryzykantem - to znajdzie sto wymówek, by się nie zaszczepić. Inni wybiorą mniejsze ryzyko - zaszczepią się.
Pomogli mi wygrać walkę o życie
Niestety, na razie nie mam jednoznacznej odpowiedzi, czy mogę się zaszczepić, jeśli przyjmuję antybiotyki. Przeciwciała na SARS-CoV-2 na pewno jeszcze mam, ale nie wiem w jakiej ilości. Z pewnością jakiś test zrobię na dwa, trzy dni przed szczepieniem. Czy będzie czwarta fala? Sądzę, że wiele zależy od odpowiedzialności ludzi. Jeśli będą ignorować ewentualne obostrzenia, jeśli we własnym zakresie nie zadbają o swoje zdrowie, to będą narażeni na ryzyko zakażenia albo tą, albo zmutowaną wersją koronawirusa. Nie ma obowiązku szczepienia, każdy samodzielnie dokonuje wyboru. Jeśli ktoś myśli, że jego koronawirus ominie lub że ma dobre zdrowie, to może nadejść dzień, gdy życie to jego przekonanie szybko zweryfikuje.
Kiedy wracasz do pracy?
- W pierwszej fazie choroby byłem na urlopie. Tu duże podziękowania dla pana Dariusza Moskały, właściciela gazety, oraz prezesa wydawnictwa za wyrozumiałość i pomoc. Później, po wizycie u lekarza, oczywiście dostałem zwolnienie lekarskie, gdyż stan zdrowia nie pozwalał na pracę. W terenie chciałbym pojawić się na początku czerwca, ale najwięcej będzie zależało od bieżącego stanu mojego zdrowia.
Na zakończenie naszej rozmowy chciałbym podziękować wszystkim, którzy pojawili się w różnych momentach mojej choroby i pomogli mi na różne sposoby wygrać walkę o życie.
Dziękuje za rozmowę. Życzę zdrowia.
- Dziękuję.
Rozmawiała: Agnieszka Ściera-Pytel

Oceń artykuł:
67 20
Autor: Agnieszka Ściera-Pytel
Dziennikarka portalu www.bielsko.biala.pl

Pozdrowienia dla Kasi. Wiesiek