Proboszcz z Wapienicy upamiętniony. Ważne skrzyżowanie z imieniem dzielnego księdza
Rondo na skrzyżowaniu ulic Cieszyńskiej i Światopełka w Bielsku-Białej zostało nazwane imieniem ks. Jana Jeżowicza - budowniczego kościoła w Wapienicy i pierwszego proboszcza tamtejszej parafii w 1948-1970, bliskiego przyjaciela Karola Wojtyły. Rada Miejska Bielska-Białej przychyliła się do wniosku w tej sprawie złożonego przez radnego Piotra Ryszkę.
Ks. Jan Jeżowicz urodził się w 1910 roku w Hażlach. Był studentem na Tajnym Wydziale Teologii Uniwersytetu Jagielońskiego, bliskim przyjacielem Karola Wojtyły - św. Jana Pawła II. W czasie okupacji był nauczycielem szkoły średniej u Salezjanów w Pogrzebieniu. Od 1942 do 1945 uczestniczył w tajnym nauczaniu w Kępanowie (d. powiat bochenński). 1 października 1948 roku przybył do Wapienicy. Przez dwa lata uczył jako katecheta w bielskich szkołach średnich.
W 1950 przystąpił do rozbudowy kaplicy i budowy cmentarza. Budowa kościoła w Wapienicy trwała trzy lata, a ksiądz Jan Jeżowicz starał się o materiały budowlane, jeździł z kazaniami po sąsiednich i dalszych parafiach, prosząc o materialne wsparcie tej inwestycji. W marcu 1953 ks. Jeżowicz został proboszczem świeżo erygowanej parafii św. Franciszka z Asyżu.
- W latach duszpasterzowania wybudował plebanię oraz starał się o teren pod jej budowę. Wszystkie te materialne budowle służą do dzisiaj wapienickiej wspólnocie. Nie do ocenienia jest jego zaangażowanie w pracy integracji i asymilacji Wapienicy. Do opuszczonych przez Niemców gospodarstw przybywają repatrianci z utraconych ziem polskich, a także mieszkańcy, których gospodarstwa i domy zostały zalane w czasie budowy zapory w Goczałkowicach. Ks. Jan Jeżowicz nigdy nie miał problemu z nawiązaniem międzyludzkich kontaktów, a wręcz przeciwnie niejednokrotnie był doradca i rozjemcą. Jego żywa pamięć wśród mieszkańców Wapienicy zasługuje na uczczenie jego pamięci nadaniem jego imienia - tłumaczy radny Piotr Ryszka.
bb
Foto: Urząd Miejski w Bielsku-Białej
Oceń artykuł:
39 41Komentarze 18
Zdaje się, że pan Ryszka coś wie o przejmowaniu domów, choć mówi oględnie i bardzo po linii. Wtedy nie tylko narodowość grała rolę, ale i wyznanie, czy stan posiadania.
Swoją drogą o te majątki niejeden "repatriant" z drugim się porżnęli nożami.
Żywa pamięć tych czasów już jest niema, krzyczą ci, którzy dopchali się do mikrofonu.
Największa kara - przeniesienie do innej parafii.

Klauzula informacyjna ›