Czytelniczka zaprosiła nas do Małych Kóz, gdzie w kompleksie leśnym trwa od kilku tygodni tzw. planowe pozyskanie drewna. Dla mieszkańców to istna masakra piłą i siekierami.

- To jest po prostu dramat. Las znika w oczach, przyroda jest dewastowana, a szlak na Hrobaczą Łąkę to teraz w sporej części rzeka błota - mówi pani Karolina, mieszkanka ul. Południowej w Małych Kozach. - Przedtem można tu było po prostu spacerować. Teraz wszystko jest zrujnowane.

I nie chodzi wyłącznie o trakt leśny rozjechany przez ciężki transport. Widoczne gołym okiem są szkody poczynione poprzez zrywkę ściętych drzew w lesie i ich transport na wyznaczone miejsce, skąd wielkie bale drewna są wywożone z lasu. Połamane młode drzewka, okaleczone te, które pozostały, przeorana gleba, zerwane siatki okalające młodnik. - Płakać się chce - nie ukrywa nasza rozmówczyni.

- Nie da się bez szkody dla gleby czy sąsiedniej roślinności transportować ściętych drzew w miejsce ich magazynowania - odpowiada Tomasz Gawęda z Nadleśnictwa Bielsko. - Ale zawsze staramy się to robić z jak najmniejszą szkodą dla otoczenia.

M.in. dlatego, jak słyszymy, większość podobnych prac jak te w Kozach wykonywanych jest zimą. - Gleba jest zmarznięta, korony drzew bez liści - wylicza leśnik. - Teraz, tuż po zimie, kiedy nie ma tyle zieleni, nie wygląda to sielankowo, ale przyroda ma to do siebie, że potrafi zabliźniać rany.

Dla leśników ważna jest jeszcze jedna okoliczność. - Ludzie zapominają o podstawowej rzeczy - mówi Gawęda. - Te wszystkie trakty leśne, które nazywane są drogami czy szlakami, to jest własność Lasów Państwowych, najczęściej wykonanych przez leśników po to właśnie, aby móc nimi zwozić m.in. drewno. Po przejechaniu ciężkim sprzętem trakt nie może wyglądać jak ścieżka spacerowa. To chyba zrozumiałe?

Więcej o sprawie pisze „Kronika Beskidzka”. Nowe wydanie lokalnego tygodnika można kupić w salonikach prasowych, hipermarketach i na stacjach benzynowych. E-wydanie jest dostępne na www.prasabeskidzka.pl.

KJ

Foto: Kuba Jarosz