Peter Wilson w życiu nie ma łatwo. W wieku zaledwie trzech lat z powodu wojny musiał opuścić swoją ojczyznę i dorastał w obcym kraju. Każdego dnia walczył o swoje prawa, udowadniając swoją wartość. Teraz z różnym skutkiem stara się na boisku zdobyć serca kibiców z Bielska-Białej. Mimo wszystko nie traci pogody ducha i ciężko trenując, aby stawać się coraz lepszym piłkarzem, spełnia swoje marzenia. Napastnik opowiedział portalowi bielsko.biala.pl o prywatnym życiu w stolicy Beskidów.

Peter urodził się w Monrovii, stolicy Liberii. Będą dzieckiem z powodu wojny domowej wyemigrował z rodziną do Szwecji i z czasem otrzymał obywatelsko tego kraju. Występował w szwedzkim klubie GIF Sundsvall oraz w Sheriffie Tyraspol w Mołdawii. Był też reprezentantem Szwecji U-20, a obecnie gra w seniorskiej reprezentacji Liberii. Z Peterem rozmawiamy w Bielsku-Białej, w siedzibie „Górali” z Rychlińskiego.

Zostać w Bielsku-Białej na dłużej

- Ten klub jest jak rodzina, czuję się tu bardzo dobrze. Ludzie się mną opiekują, starają się, żebym czuł się jak w domu. Jestem szczęśliwy będąc tutaj - zadeklarował Peter na początku naszej rozmowy. Napastnik Podbeskidzia to, jak się okazuje, skromny i uśmiechnięty chłopak. Lubi gry wideo, najlepiej czuje się we własnym mieszkaniu. Życie w Bielsku-Białej bardzo mu się podoba i chciałby zostać tu na dłużej. Co prawda wcześniej nic o mieście pod Klimczokiem nie słyszał, ale kiedy do niego przyjechał, z miejsca je polubił.

- To ładne miasto. Niestety, z powodu covida i pogody większość czasu spędzam w domu. Tam i na Stadionie Miejskim czuję się najlepiej - podkreśla Peter Wilson. Co robi w wolnym czasie? Głównie trenuje, ogląda telewizję i bawi się grami. Jak na napastnika przystało, lubi sobie postrzelać - jego faworytem jest Call Of Duty. Niewykluczone, że zostanie w Bielsku-Białej na dłużej. Jak sam mówi, jest taka możliwość, bo jest w pełni zadowolony, a życie tutaj po prostu mu się podoba. Z pewnością czuje się u nas lepiej niż w Mołdawii, gdzie spędził rok przed przyjazdem do Polski.

- Mołdawia to nie jest nowoczesny kraj. Polska ma więcej wspólnego ze Szwecją. Nawet ekstraklasa jest bardzo podobna do ligi szwedzkiej. Tam jednak w 70 proc. gra się na sztucznych nawierzchniach, a ja wolę naturalną trawę. Co jeszcze lubi w Polsce? Peter rozsmakował się w polskiej kuchni. Szczególnie przypadł mu do gustu żurek oraz rosół na kurze.

Bardziej czuje się Szwedem

Zapytaliśmy Petera również o przykre sprawy - o zjawisko rasizmu w sporcie i o wojnę, której, chcąc nie chcąc, doświadczył w Liberii.

- Rasizm w piłce to poważny problem. To ważna kwestia, by o tym rozmawiać i próbować temu zaradzić. Każdy jest równy, każdy ma równe prawa. Uważam, że klękanie przed meczami ekstraklasy nie jest konieczne, ale każda liga, każda federacja, powinna podejmować działania, aby rasizmowi zapobiegać. Muszę powiedzieć, że nie czuję się w Polsce dyskryminowany - podkreśla nasz rozmówca.

Czy utrzymuje kontakty z ojczyzną? Jak sam twierdzi, zdecydowanie bardziej czuje się Szwedem, Liberię zna tylko z opowiadań mamy. - Znam kulturę, znam język, wciąż mam tam rodzinę. Ale nie podróżuję tam zbyt często, ponieważ to bardzo drogie.

Ceni Roberta Lewandowskiego, ale…

Mimo wszystko Peter Wilson zdecydował się występować w reprezentacji narodowej Liberii. Przesądziły o tym względy sportowe. Liberyjczycy długo zapraszali, a Peter nie chciał czekać na powołanie od Szwedów. Chciał jak najszybciej spróbować swoich sił w międzynarodowym futbolu. - Myślę, że to była dobra decyzja - usłyszeliśmy.

Na szczęście, jak powiedział nam Wilson, Liberia nie jest już krajem z czasów jego dzieciństwa. Sytuacja w ojczyźnie zmienia się na lepsze. Wojna dobiegła końca, ludziom żyje się coraz lepiej.

- Dwadzieścia lat temu była wojna, niedawno epicentrum Eboli, teraz nadszedł covid, ale jest stabilnie. Ludzie pracują, chodzą do szkoły, mają odrobinę lepszą opiekę zdrowotną. To wciąż długi proces - tłumaczy piłkarz.

Warto wspomnieć, że prezydentem Liberii jest George Weah, niegdyś znakomity piłkarz. Zdaniem Wilsona, mieszkańcy bardzo go szanują, że dzięki niemu piłka nożna wśród Liberyjczyków stała się bardzo popularna. Być może nawet dorobek piłkarski Weah’a wpłynął również na Wilsona w kwestii wyboru ścieżki życiowej. Napastnik Podbeskidzia przyznał, że Roberta Lewandowskiego ceni, ale woli... Zlatana Ibrahimovicia. Jego piłkarskim wzorem jest jednak zupełnie kto inny. Dorastał, oglądając Thierry’ego Henry i to on jest jego największym idolem.

Lunche z Ubbinkiem i Kocsisem

Jak Peter Wilson ocenia szanse utrzymania Podbeskidzia w ekstraklasie? - Mamy jakość w drużynie. Może nie jest to pokazywane w każdym meczu, ponieważ jesteśmy w trudnej sytuacji. Walczymy jednak o każdy punkt i wierzę, że się powiedzie. Skupiam się na tym całkowicie. Utrzymanie byłoby też najlepsze dla mojego rozwoju osobistego.

Ale piłka nożna to nie tylko mecze i treningi. Spędzając wiele czasu w zamkniętym gronie, warto znaleźć sobie przyjaciół. Z kim więc przyjaźni się Peter, kto jest jego największym wsparciem w nowym środowisku?

- Poza boiskiem najwięcej czasu spędzam z Ubbinkiem i Kocsisem. Wychodzimy razem na lunch, dużo rozmawiamy po angielsku, bo póki co nie znam polskiego. Z Desleyem najlepiej też mi się gra. Podobnie rozumiemy piłkę - dodaje napastnik TS Podbeskidzie.

Z Peterem Wilsonem rozmawiał Adam Kanik