Z sercem w gardle przychodzą do pracy. Kontrole sanepidu nawet tego samego dnia
W ciągu minionego roku większość pracodawców zdążyła zaadaptować się do sytuacji pandemicznej oraz obostrzeń sanitarnych. Wielu musiało wdrożyć w swoich firmach specjalne procedury, tak aby pracownicy czuli się bezpiecznie. Niestety, zdarzają się i tacy, którzy próbują oszczędzać nawet na środkach ochrony osobistej. Sprawdziliśmy, jak sytuacja wygląda w kilku bielskich przedsiębiorstwach.
- Wszyscy wiedzą jaka teraz jest rzeczywistość - strach wsiąść do pełnego autobusu czy nawet iść na zakupy - napisał do portalu pan Michał (imię zmienione), pracownik jednego z bielskich przedsiębiorstw. - A co w przypadku kiedy z zagrożeniem ktoś musi zmagać się każdego dnia? Wychodząc do pracy, codziennie zastanawiam się kiedy coś „złapię” i narażę przez to swoich bliskich. Od początku pandemii, czyli od marca 2020 roku mój wspaniały pracodawca sprezentował mnie i moim współpracownikom po jednej, dosłownie jednej bawełnianej maseczce. Musimy kupować własne, co w efekcie prowadzi do tego, że prawie nikt maseczki nie nosi. Płyn do dezynfekcji owszem jest, ale tylko dla gości. Ta sama butelka najtańszego, zwietrzałego już środka stoi przy wejściu co najmniej od lata. Mieliśmy już w firmie kilka przypadków zarażeń, co wówczas robi nasze szefostwo? Zabrania komukolwiek przyznawać się, że miał z chorym kontakt i każe normalnie przychodzić do roboty. Warto dodać, że nie ma u nas możliwości pracy zdalnej, szef za to namiętnie się urlopuje, bo chyba sam się boi. Przyjeżdża do nas ledwo raz lub dwa w miesiącu, za każdym razem powtarza, że jakby „ktoś przyszedł” to mamy zakładać maski albo mandat płacimy z własnej kieszeni. Tylko jakie maski, te które dał nam rok temu? Czy te, które kupujemy z własnych pieniędzy? Opisuję to wszystko, bo w głowie mi się to już nie mieści. Tyle się mówi o zagrożeniu, a u nas ciągle to samo. Ciekaw jestem czy w innych firmach też tak wygląda „dbanie o pracowników” - pyta zdenerwowany Czytelnik.
Nie można oszczędzać na bezpieczeństwie
Opisana przez Czytelnika sytuacja na tyle nas zbulwersowała, że postanowiliśmy sprawdzić, jak o bezpieczeństwo załogi troszczą się pracodawcy w innych bielskich przedsiębiorstwach. I o dziwo, we wszystkich, gdzie zgodzono się z nami rozmawiać, zostaliśmy pozytywnie zaskoczeni.
- Przez ostatni rok musieliśmy wdrożyć szereg rozwiązań po to, aby chronić nie tylko zatrudnionych, ale również funkcjonowanie firmy - mówi Andrzej Rasiński, prezes ZT Bielamar, które zatrudniają ponad 300 osób. - To co dla innych było nowością, czyli maseczki i odzież ochronna, u nas już wcześniej było normą. Przeorganizowaliśmy czas pracy, edukujemy pracowników w kwestii zagrożeń, cały czas obowiązuje maksymalne rozproszenie, czyli kto może pracuje z domu. Zmieniliśmy nawet sposób wchodzenia i wychodzenia z zakładu po to, by pracownicy różnych zmian nie mieszali się ze sobą. Wiadomo, że to są koszty, trzeba je minimalizować, ale nie można oszczędzać na bezpieczeństwie podwładnych. Dzięki temu uniknęliśmy ognisk zarażeń, które miały miejsce w innych przedsiębiorstwach. Jeśli już się jakieś zdarzały, to raczej przyniesione z zewnątrz. Wtedy za każdym razem ozonowaliśmy pomieszczenia, w których chory przebywał - dodaje przedstawiciel Bielmaru.
Pracownicy żyją w strachu
Podobnego zdania jest Wanda Stróżyk, przewodnicząca NSZZ „Solidarność” Fiat Auto Poland. - We wszystkich spółkach fiatowskich w Bielsku-Białej obowiązują powszechne zasady ochrony. Gdzie tylko się da zachowany jest maksymalny dystans, maseczki na terenie zakładu bezwzględnie noszą wszyscy, na bramach mierzone są temperatury, w szatniach wyłączone z użytku zostały prysznice. To smutne, że tak to wszystko wygląda, ale tak trzeba. Ludzie żyją w strachu, z sercem w gardle przychodzą do pracy, ale mimo wszystko trzeba jakoś funkcjonować. Niestety, problemem jest rotacja pracowników. Wielu z nich jest na opiece albo na kwarantannie i przez to pracodawca musi rotować, czasami nawet pomiędzy halami. Próbujemy z tym walczyć, ale czasami rzeczywiście nie da się inaczej - usłyszeliśmy.
Również w bielskiej spółce Bogmar obowiązują wysokie standardy ochrony przed zagrożeniem epidemiologicznym - zapewnia dyrekcja. Tam jednak zwrócono nam uwagę, że w wielu przypadkach to niesforni pracownicy stwarzają sobie nawzajem niebezpieczeństwo.
- W każdym możliwym miejscu rozstawione są dozowniki płynów dezynfekcyjnych i świeże maseczki jednorazowe. Pracownicy mogą z nich korzystać do woli. Każde stanowisko oddzielone jest specjalnymi ściankami. Niestety, okazuje się, że pracownicy często przechylają się przez nie, rozmawiając ze sobą bez zachowania dystansu, a na przerwach gromadzą się w dużych grupach. Są wtedy upominani, ale też nie możemy wszystkiego tak restrykcyjnie pilnować, bo to podchodziłoby już pod mobbing - wyjaśnia Maciej Dudys, dyrektor Bogmaru.
Kontrola nawet tego samego dnia
Z naszego rozeznania wynika, że sytuacja w bielskich przedsiębiorstwach w zakresie bezpieczeństwa epidemiologicznego nie jest zła. Wygląda na to, że pracodawcy postępujący tak, jak przedstawiony na wstępie przez Czytelnika stanowią mniejszość. W podobnych przypadkach z pomocą przychodzi sanepid.
- Zdarzają się takie zgłoszenia, również anonimowe. Wszystkie staramy się sprawdzać. Wystarczy podać nazwę zakładu i niezwłocznie przeprowadzamy kontrolę, nawet tego samego dnia. W przypadku ujawnienia nieprawidłowości możemy nałożyć mandat albo wypisać wniosek o zapewnienie środków ochrony z natychmiastowym trybem wykonania. Wtedy pracodawca nie ma wyjścia i jeszcze w naszej obecności musi środki ochrony zakupić - poinformowano nas w bielskim sanepidzie.
Adam Kanik
Oceń artykuł:
42 39
Autor: Adam Kanik
Dziennikarz portalu www.bielsko.biala.pl
Komentarze 40
Z powodów zawodowych odwiedzam różne firmy, wczoraj byłem w jednej produkcyjnej z okolic ul Piekarskiej, nikt nie nosi maseczek, nie zauważyłem żadnych płynów.
Od stycznia chodzę do dentysty, odkażanie rąk i ust jest ale temperatury nikt nie mierzy, obsługa nie nosi maseczek- dopiero przy fotelu zakładają i nie wymagają maseczek od pacjentów, ponieważ jak mi powiedziano wszyscy są zaszczepieni.

Klauzula informacyjna ›