Owce, które padają z wycieńczenia, maltretowane psy i koty. Co się dzieje z nami - ludźmi?!

Rudzica w gminie Jasienica. Kilkaset metrów od centrum wsi. Fakt, że miejsce, do którego docieramy leży nieco na uboczu. Z jednej strony pola orne, z drugiej las. Ale i tak trudno powiedzieć, że to jakiś koniec świata. Przejeżdżając tą drogą można z łatwością wypatrzeć stadko owiec. Widać, że od bardzo dawna nie były strzyżone, muszą dźwigać na sobie kilogramy wełny. Męczą się.

- One tu tak błąkają się, nieraz wchodzą na drogę w poszukiwaniu jedzenia. W zimie sam je dokarmiałem, podstawiałem wodę. Ale wie pan, to w końcu nie moja sprawa. Właściciel powinien o nie dbać - mówi jeden z mieszkańców. Jak dbał, już pisaliśmy - padło 29 owiec, przy życiu pozostało 11…

- Obserwujemy zobojętnienie ludzi na krzywdę zwierząt. A z drugiej strony coraz więcej przypadków znęcania się nad nimi - mówi Joanna Kraj z „Psiej Ekipy”. Wolontariusze ostatnio uratowali owczarka Maksa. Psiak był tak wychudzony i wycieńczony, że nie mógł się utrzymać na nogach. Pił  własny mocz. Maks trafił na szczęście w odpowiednie ręce i jest nadzieja, że odżyje.

Więcej o okrucieństwie wobec zwierząt, a także znieczulicy panującej wokół tego zjawiska można przeczytać w nowym wydaniu „Kroniki Beskidzkiej”, który jest już w sprzedaży. E-wydanie można kupić TUTAJ.

KJ

Na zdjęciu: uratowany owczarek Maks, fot. Psia Ekipa