Rozpoczyna się okres lęgowy ptaków. W Bielsku-Białej żyje wiele pięknych gatunków, którym ludzka życzliwość i brak wiedzy mogą w jakimś stopniu zaszkodzić w rozwoju. Widok pisklęcia (na zdjęciu młody dzięcioł zielony na balkonie w Starym Bielsku), które „wypadło z gniazda” chwyta ze serce, ale okazuje się, że niekoniecznie potrzebuje ono naszej pomocy. Sławomir Łyczko z fundacji „Mysikrólik” tłumaczy czym są podloty i dlaczego nie powinniśmy im pomagać na siłę.

Rozpoczęty niedawno okres lęgowy ptaków jest okazją do małej lekcji edukacyjnej dla bielszczan. Choć rosnąca wrażliwość ludzi w stosunku do zwierząt jest godna pochwały, to są przypadki, gdy nie powinniśmy w naturę ingerować nawet wtedy, kiedy wydaje nam się, że zwierzę cierpi. We współpracy z „Mysikrólikiem” postanowiliśmy więc opracować artykuł o tym, jak pomagać, aby nie zaszkodzić.

Podlotom nie trzeba pomagać

W różnych częściach ogrodu bądź nawet na trawnikach w centrum miasta znaleźć można ptaki w fazie tzw. podlota. Jest to częściowo opierzony osobnik, który znalazł się poza gniazdem, o własnych siłach stoi na nogach, jednak nie potrafi jeszcze latać i nie jest do końca samodzielny. Gdy widzimy takiego nerwowo popiskującego malucha, niekoniecznie oznacza to, że wymaga naszej interwencji i pomocy.

- Większość ludzi nie wie czym jest podlot. Dzwonią do nas i proszą o pomoc bo „malutki ptaszek wypadł z gniazda”. Myślą, że sobie nie poradzi, a jest zupełnie inaczej. Prawda jest taka, że wcale nie wypadł, a celowo i świadomie z gniazda wyszedł po to, by uczyć się samodzielności. Takie podloty wydają dźwięki, które sprawiają, że rodzic zawsze bezbłędnie je odnajdzie i dokarmi. To jest całkowicie naturalne, że podlot gniazdo opuszcza. Również z tego względu, że gniazdo stanowi łatwy łup dla drapieżnika. Nas więc zupełnie nie dziwi np. widok młodej pustułki na parapecie okna na Pigalu - tłumaczy Sławomir Łyczko.

Natura jest brutalna

- Nie ma sensu „ratowanie” podlota w sytuacji, gdy już na pierwszy rzut oka wygląda na zdrowego. Potencjalne zagrożenie śmierci nie zawsze jest uzasadnieniem ludzkiej interwencji - skala zjawiska jest zbyt duża. Tak już jest, że 60-80 proc. podlotów ginie i nie mamy na to wpływu. Natura jest piękna, ale też brutalna. Ludzka nadwrażliwość może tutaj tylko zaszkodzić - dodaje nasz rozmówca.

Jednym z nielicznych ptaków, który nie wychowuje swojego potomstwa jest popularny jerzyk. Jego młode w momencie opuszczenia gniazda muszą być już samodzielne. Jeśli widzimy więc jerzyka, który siedzi nieruchomo na ziemi, istnieje duże prawdopodobieństwo, że potrzebna mu jest pomoc.

- Zawsze warto obejrzeć, czy jerzyk lub zwykły podlot innego gatunku nie ma połamanych skrzydeł, czy nie ma śladów krwi albo czy nie latają nad nim w nadmiernej ilości muchy. Jeśli wszystko jest w porządku, możemy ptaka przenieść w bezpieczniejsze miejsce i na tym nasza pomoc powinna się zakończyć. Ewentualnie można jerzykowi pomóc wzbić się w powietrze, gdyż przy swej budowie nie potrafi samodzielnie odbić się od ziemi. Co do podlotów, jeśli mimo wszystko wzięlibyśmy takiego do domu, to rodzice już go nie odnajdą, a nam trudno będzie go dokarmić, ponieważ wcale nie chce jeść z ludzkiej ręki. Więcej więc przemawia za tym, żeby pozostawić go w środowisku - wyjaśnia ekspert „Mysikrólika”.

Zabezpieczajmy zwierzęta domowe

W jaki zatem sposób możemy pomagać skoro nie powinniśmy zbierać podlotów? Trzeba pamiętać, że naszym obowiązkiem jest ochrona ptaków przed zwierzętami, na które mamy wpływ. Chodzi przede wszystkim o domowe psy i koty.

- Zawsze powtarzam, że przyroda jest chroniona także na terenie naszego ogrodu. Polowanie zwierzakami hodowlanymi na dzikie jest niedopuszczalne. Jeśli mamy koty i na naszym terenie pojawiają się podloty, w pierwszej kolejności trzeba zabezpieczyć swoje zwierzęta, tak aby nie sprawiały zagrożenia. Kota możemy wypuścić na zewnątrz wieczorem, kiedy ruch ptaków jest mniejszy i nie będą one prowokowały instynktów łownych. Tak samo nie wieszajmy na siłę zbyt dużej ilości budek dla ptaków, bo wtedy nasz kot będzie tylko robił im krzywdę - tłumaczy Sławomir Łyczko.

Jak dowiedzieliśmy się w fundacji „Mysikrólik”, aktualnie najaktywniejszy w Bielsku-Białej jest lęg gołębi i kosów. Wkrótce gniazda zaczną zakładać również bociany, które już pojawiają się w regionie.

Adam Kanik

Na zdjęciu tytułowym: dzięcioł zielony na balkonie w Starym Bielsku, fot. Mysikrólik i własne