Fundacja Wolne Miejsce dotarła dziś rano do 225 osób z Bielska-Białej i okolic. Wolontariusze wspomagani przez wojsko i władze miasta zorganizowali wielkanocne śniadanie dla tych, którzy spędzają tegoroczne święta w osamotnieniu, bez najbliższych osób. - Panowie, jak to miło, że jesteście. To naprawdę niespodzianka. Czuję się jak w niebie - mówiła pani Anna.

- To nasza pierwsza akcja na terenie Bielska-Białej. Działamy z wolontariuszami, wspiera nas wojsko, a dokładnie 133. batalion w Cieszynie oraz władze gminy - mówi Grzegorz Kuczek, koordynator bielskich działań Fundacji Wolne Miejsce. - Odwiedzamy każdą zgłoszoną osobę, dostarczając wielkanocne śniadanie bezpośrednio do domu.

Poczujemy prawdziwe Święta

Organizacja ma na swoim koncie szereg działań nie tylko na terenie województwa śląskiego, ale całego kraju. W tym roku ponownie z powodu pandemii Covid-19 nie ma możliwości ugoszczenia potrzebujących przy zastawionych stołach. - Dlatego wymyśliliśmy akcję Mobilna Wielkanoc. Mamy nadzieję, że pomimo obowiązujących obostrzeń wszyscy poczujemy prawdziwe Święta Wielkanocne, a samotność zostanie wypełniona dobrym słowem i życzeniami - dodaje pan Grzegorz.

Wśród osób, które pojawiły się dziś nad ranem w hotelu pod Dębowcem, gdzie był główny punkt dowodzenia, był wiceprezydent Bielska-Białej Adam Ruśniak, który zaangażował się w pakowanie paczek oraz rozwożenie posiłku do mieszkańców. Zapowiedział także utworzenie sklepu socjalnego w centrum miasta. - Jesteśmy na etapie uzgodnień. Uważamy, że Bielsko-Biała powinno dołączyć do innych miast w Polsce, które już je mają - zdradził.

Nie wiemy, co przyniesie życie

- To jest energia i radość. Co niedzielę tak się czuję, gdy dzielimy się z potrzebującymi ciepłą zupą - podkreślała Sylwia Balicka, bielska streetworkerka, który jest zaangażowana w niesienie pomocy na rzecz osób bezdomnych, samotnych oraz w trudnej sytuacji życiowej. - Tak trzeba. Nigdy tak naprawdę nie wiemy, co przyniesie nam życie. Jednego dnia mamy pracę i stałą pensję, a drugiego możemy stracić dach nad głową.

Paczki, które zawierały śniadanie wielkanocne, tradycyjny żurek, słodycze oraz książki sprawiły, że na twarzach odwiedzanych osób pojawił się uśmiech. Jedna z nich mogła nawet porozmawiać ze swoimi córkami, które mieszkają tysiące kilometrów od rodzinnego domu. Telefon udostępnił 133. batalion z Cieszyna.

- Panowie, jak to miło, że jesteście. To naprawdę niespodzianka. Czuję się jak w niebie - mówiła pani Anna.

Tekst i foto: Katarzyna Górna-Oremus