Urząd Miejski w Bielsku-Białej pod koniec ub. roku na polecenie wojewody śląskiego przygotował budynek, który docelowo miał zostać ośrodkiem zbiorowej kwarantanny, lecz do tej pory nie było potrzeby na dobre go uruchamiać. Okazuje się jednak, że tego rodzaju obiekt prywatny w naszym mieście funkcjonuje i cieszy się sporym zainteresowaniem. Jego klientami są głównie pracownicy z Ukrainy i Białorusi. Hostel może pomieścić do 100 osób.

Oficjalnie żadnego działającego ośrodka kwarantanny w Bielsku-Białej nie ma, najbliższy znajduje się w Żywcu. W sieci można jednak znaleźć ogłoszenia hostelu w centrum miasta, który z potrzeby rynku zajął się kwaterowaniem osób zobowiązanych do 10-dniowej kwarantanny, którzy do tej pory nie mieli gdzie jej odbywać. Niewielką część lokatorów stanowią Polacy, którzy nie chcą narażać swoich rodzin.

Jak dowiedział się portal, zainteresowanie usługami hostelu jest duże, szczególnie wśród obywateli wschodnich sąsiadów Polski. - Żeby była jasność, nie jesteśmy izolatorium. Przyjmujemy ludzi potencjalnie zdrowych, przyjeżdżających zza granicy. Mamy około 100 miejsc noclegowych, w 90 proc. zajmowane są one przez obcokrajowców. Kwarantanna odbywa się w pokojach 2-, 3- i 4-osobowych. Dwójki przeznaczone są tylko dla małżeństw - usłyszeliśmy w recepcji hostelu.

W opinii bielskiej policji, takie odbywanie kwarantanny wcale nie jest niczym nietypowym, wystarczy choćby przykład szczyrkowskiego Orlego Gniazda, gdzie rok temu uruchomiono ośrodek izolacji. W KMP w Bielsku-Białej dowiedzieliśmy się, że policjanci otrzymują listę adresów z sanepidu i ich zadaniem jest wyłącznie sprawdzenie czy dana osoba przebywa pod wskazanym adresem. Nie ma znaczenia co to za obiekt.

W hostelu zapewniono nas, że pokoje do odbywania kwarantanny są oddzielone od pozostałych części obiektu, a osoby w nich przebywające nie wychodzą na zewnątrz. - Mamy jeszcze wolne miejsca, jeśli ktoś nie ma gdzie spędzić tych dziesięciu dni, to zapraszamy - mówią w recepcji.

Adam Kanik