Zbliża się już pół roku odkąd pan Jerzy mieszka w przyczepie kempingowej ustawionej na terenie posesji na granicy Hałcnowa i Kóz. Twierdzi, że w tej chwili niczego mu nie brakuje. Na przyczepie widnieje napis „de luxe”, choć warunki są dalekie od luksusowych.

Wewnątrz jest prysznic, na dachu niewielki panel solarny. Przyczepa jest ogrzewana butlą gazową, pobliski teren ogrodzony siatką przymocowaną do drewnianych palików. Jest też prowizoryczna bramka ze skoblem.

- Jak były duże mrozy, to w przyczepie było zimno. Na ścianach skraplała się para wodna. Kłopot polegał na tym, że jak tylko przerywałem grzanie, to momentalnie robiło się jeszcze zimniej. Nie mam czujnika czadu, ale zaczadzić w tej budzie się raczej nie uda, gdyż są takie szpary, że przeciśnie się „mucha z plecakiem”. W przyczepie mam nawet prysznic, ale żeby go użyć najpierw muszę go napełnić wodą, a jeszcze wcześniej przynieść tę wodę w baniakach - opowiada pan Jerzy. - Przyczepa stoi nieco pod kątem. Jak robię kawę czy herbatę, to po szklance widać, że napój jest „na ukos”. No i z łóżka można spaść. No, ale ogólnie da się żyć w tych spartańskich warunkach - zapewnia 64-letni mężczyzna.

Pana Jerzego odwiedzały patrole Straży Miejskiej, ale mężczyzna nie był zainteresowany ani pomocą, ani wizytami patroli. W końcu sam odwiedził dyżurnego Straży Miejskiej i poprosił o zaprzestanie wysyłania do niego patroli. Koczownik nie przepada także za odwiedzinami nieproszonych gości oraz znajomych.

- Mam spokój i to jest duży plus. Rzadko kto tędy przechodzi. Nie jeżdżą w pobliżu ani autobusy, ani samochody. W tej chwili sobie jakoś radzę, niczego nie potrzebuję. Trochę pomagam w jednej z bielskich firm, parę złotych wpadnie. Idąc do pracy, do miasta, pozbieram trochę puszek. Jak się ich nazbiera więcej, to sprzedam kiedyś na złomie i znów parę złotych będzie - dodaje.

Całą tę opowieść można przeczytać w świątecznym wydaniu „Kroniki Beskidzkiej”, które można kupić w salonikach prasowych, hipermarketach i na stacjach benzynowych. E-wydanie jest dostępne TUTAJ.

MJ

Foto: Mirosław Jamro