Tylko tydzień dał wojewoda Beskidzkiemu Centrum Onkologii-Szpitalowi Miejskiemu w Bielsku-Białej na przekształcenie oddziału kardiologicznego na covidowy. Decyzja ta oznacza, że w stolicy Podbeskidzia zamknięty dzisiaj zostanie drugi - po kardiologii w Szpitalu Wojewódzkim - duży oddział kardiologiczny. Czy bielszczanie z chorobami serca pozostaną bez opieki?

Dziś mija termin, w którym dyrekcja Beskidzkiego Centrum Onkologii-Szpitala Miejskiego w Bielsku-Białej została zobowiązana do oddania kolejnych łóżek covidowych. Oddziały poddano odpowiednim przeróbkom technicznym. W tym czasie dotąd hospitalizowani pacjenci zostali wypisani do domów. Szpital przy ul. Wyspiańskiego jest gotowy na przyjęcie pacjentów covidowych.

Gdzie zatem będą leczeni bielszczanie ze schorzeniami kardiologicznymi? - Będziemy leczyć tylko pacjentów covidowych, podobnie jak kardiologia w Szpitalu Wojewódzkim - mówi Klaudiusz Komor, ordynator oddziału. - Nie ukrywam, że już teraz dzwonią do mnie niektórzy pacjenci z niepokojem pytając, co będzie, jeżeli będą mieli problemy z sercem, gdzie się mają zgłaszać. Tak naprawdę nie potrafię im odpowiedzieć, bo na naszym terenie zostanie tylko 22-łóżkowy oddział w Wilkowicach, który jest też w większości wykorzystany, a nasze oba duże oddziały bielskie będą leczyć tylko pacjentów covidowych. Od początku zwracałem uwagę, że koordynacja na terenie Bielska-Białej zawodzi, że pozbawiliśmy się tak naprawdę opieki kardiologicznej.

Co z pacjentami, którzy nie są covidowi, a mają problemy z sercem? Co mają zrobić w nagłej sytuacji? Pozostaje im właściwie tylko jedno, wezwanie karetki. Od koordynatora i zespołu ratowniczego należy gdzie pacjenta przewieźć. - Czekają nas trudne tygodnie. Nie ukrywam, że tego się najbardziej boję - podkreśla dr Klaudiusz Komor. - Bo covid covidem i te łóżka są potrzebne, ale nie można zapominać, że ciągle najwięcej osób umiera na schorzenia kardiologiczne. I ciągle to choroby serca są najpoważniejszymi, jeśli chodzi o późniejsze powikłania - dodaje lekarz.

ASP