Z pewnością nie jest to ścisłe centrum Bielska-Białej, ale jednak miasto. Nie mieszka tu jedna osoba ani dwie, lecz kilkadziesiąt. Zamiast drogi prowadzącej do posesji, mają jej namiastkę, która po ulewach zamienia się w błotny szlak. Dojechać można tylko autami terenowymi, a dojść - w kaloszach.

Od wielu lat mieszkańcy budynków przy ul. Lisiej w Bielsku-Białej walczą o to, by do ich posesji ktoś wykonał drogę. Taką z prawdziwego zdarzenia. Nie musi to być „autostrada”, ale przynajmniej droga, którą da się przejechać samochodem osobowym, a nie terenówką.

- Teren, na którym jest ten odcinek ul. Lisiej, należy do dwóch prywatnych osób, które tu nie mieszkają oraz do Lasów Państwowych. Po deszczu ta droga to jedno wielkie, gliniane bagno. Nie ma najmniejszych szans, by ją pokonać samochodem osobowym, a i nie każde auto terenowe tu sobie poradzi, dlatego nasze samochody zostawiamy dużo poniżej naszych domów. Idąc pieszo, musimy korzystać z prywatnej łąki, tu jest mniej błota i nierówności, ale to mniejsze zło, i po deszczu także potrzebne są kalosze. Wiele razy prosiliśmy jednego z bielskich radnych o pomoc w utwardzeniu drogi, obiecywał parę razy, ale jak na razie nic się nie zmieniło. Jak było błoto po deszczu, tak jest nadal, za każdym razem gdy pada - opowiada pani Ewa. - Do budynków położonych niedaleko lasu nie dojedzie ani auto osobowe, ani ambulans, ani śmieciarka - wszystkie grzęzną w błocie. Kubły ze śmieciami musimy transportować poniżej naszych domów, tam gdzie auta mogą dojechać - dodaje.

Więcej o problemach, z którymi zmagają się mieszkańcy ul. Lisiej można przeczytać w nowym, podwójnym (świątecznym!) wydaniu „Kroniki Beskidzkiej”, które ukaże się w czwartek. E-wydanie jest dostępne TUTAJ.

bb

Foto: Mirosław Jamro