Ogrodnik miejski: przeprowadzamy małą zieloną rewolucję
- Większość osób w Ratuszu mających jakiś decyzyjny związek ze sprawami wycinek doskonale rozumie potrzebę ochrony drzew. Nie ma więc tu jakiegoś muru do przebicia. Pamiętać też trzeba, że w procesie inwestycyjnym ścierają się różne racje i potrzeby mieszkańców, które trzeba ze sobą godzić - mówi bielski ogrodnik miejski.
Z Dariuszem Gajnym, miejskim ogrodnikiem, o losie drzew w Bielsku-Białej rozmawia Kuba Jarosz
Minął już ponad rok od momentu, kiedy został Pan miejskim ogrodnikiem. Warto było?
- Bez wątpienia. To praca przynosząca sporo satysfakcji, kiedy uda się osiągnąć jakiś zamierzony cel lub po prostu ochronić czasem nawet jedno drzewo.
Z pewnością, ale - jak przypuszczam - urzędnicy chyba Pana nie lubią. Przynajmniej ci, którym musi się Pan sprzeciwiać w kwestiach dotyczących wycinki drzew.
- Nie jest tak źle. Większość osób w Ratuszu mających jakiś decyzyjny związek ze sprawami wycinek doskonale rozumie potrzebę ochrony drzew. Nie ma więc tu jakiegoś muru do przebicia. Pamiętać też trzeba, że w procesie inwestycyjnym ścierają się różne racje i potrzeby mieszkańców, które trzeba ze sobą godzić. Dlatego jeżeli już musi dojść do wycinki, to w jak najmniejszym stopniu, z jak największą ochroną zieleni, która zostaje.
Nie powie mi Pan jednak, że jest aż tak idealnie!
- Idealnie nigdy pewnie nie będzie. W każdym razie jest znacznie lepiej niż w latach poprzednich. Oczywiście, zdarzają się niedociągnięcia, proszę jednak pamiętać, że przeprowadzamy małą zieloną rewolucję, która jest procesem w większości przypadków zmiany mentalności - a to musi trwać.
Czyli uzasadnia Pan istnienie funkcji ogrodnika miejskiego.
- Uważam, że dla drzew i przyrody w mieście dobrze się stało, że takie stanowisko uruchomiono. Ba! Po roku pracy mogę też stwierdzić, że jeden ogrodnik to za mało na obszar miasta i problemy, które pojawiają się na co dzień.
Całą rozmowę z Dariuszem Gajnym można przeczytać w nowym wydaniu „Kroniki Beskidzkiej”, która jest dostępna w sprzedaży tradycyjnej, jak i w formie e-wydania TUTAJ.
KJ
Oceń artykuł:
30 19Komentarze 11
Niech Pan Panie ogrodniku dalej robi swoje . Niektórzy ludzie po prostu są odporni na piękno i jest im wszystko jedno .
Zamiast kwiatów doniczkowych w mieście w zeszłym roku, można było pomyśleć o nasadzeniach drzew, co stanowiłoby inwestycje na lata
Po ingerencji pojawiłyby się tam betonowe alejki itp. ustrojstwa. Zostawmy naturę w spokoju.
p.s. Przydałby się też plastyk miejski :), a jeśli jest taka funkcja to niestety, ale w tym obszarze jest koszmarnie i tutaj niczyjej ręki nie widać :(
Co zabawne, przy tych łąkach jest zamontowana tablica z napisem ŁĄKA KWIETNA - na wypadek jakby ktoś nie zauważył :)

Klauzula informacyjna ›