Chwilę grozy przeżyli lokatorzy budynku w centrum Bielska-Białej. Do niecodziennego spotkania doszło na klatce schodowej bloku przy ul. Sobieskiego, gdzie jeden z mieszkańców zobaczył groźnie wyglądającego węża. Na pierwszy rzut oka trudno było ocenić czy gad jest jadowity. Lokator zachował jednak zimną krew i wezwał na pomoc… Straż Miejską. Jakie inne zwierzęta hodują w mieszkaniach bielszczanie?

Strachu najadły się osoby zamieszkujące blok w centrum miasta, gdzie rozeszła się wieść o grasującym na klatce schodowej egzotycznym wężu. Gady te kojarzą się ludziom raczej niezbyt pozytywnie, lęk więc był spory. Na szczęście, obawy okazały się niewspółmierne do zagrożenia. Choć najczęściej w takich przypadkach interweniuje straż pożarna, tym razem z pomocą przyszli strażnicy miejscy i „Mysikrólik”.

Sensacyjne plotki w sprawie węża

- Węża zauważył na schodach mieszkaniec. Razem z konserwatorem zadzwonili po Straż Miejską, która przyjęła zgłoszenie, błyskawicznie pojawiła się na miejscu, zabezpieczyła węża i wezwała kogoś kto go zabrał. Okazało się, że wąż uciekł z któregoś mieszkania przez nieuwagę bądź nieodpowiedzialność lokatorów. Początkowo nikt nie chciał się przyznać. Pierwszy raz mieliśmy taką sytuację. Do tej pory nie mieliśmy nawet świadomości co ludzie trzymają w mieszkaniach, dlatego nie było potrzeby regulować tego przepisami - tłumaczy administrator budynku.

Mieszkańcy domu jeszcze długo komentowali sensacyjne plotki w sprawie węża, ale okazało się, że strach nie był do końca uzasadniony, gdyż schwytanym gadem nie jest żaden boa dusiciel, a najprawdopodobniej zupełnie niegroźny lancetogłów meksykański. Z początku jednak nikt nie miał pewności, czy stwarza zagrożenie, czy też nie. O przebieg nietypowej interwencji zapytaliśmy strażników miejskich, których wezwano na miejsce zdarzenia.

Trzeba przykryć węża pudełkiem

- Kiedy przybyliśmy na miejsce, wąż około metra długości leżał spokojnie na klatce schodowej. Jego zachowanie nie wykazywało nadmiernej agresji, jednak w pierwszej kolejności zabezpieczyliśmy piętro oraz dwa sąsiednie. Później ustaliliśmy, że wąż nie należy do gatunku jadowitych, w czym pomógł nam ośrodek „Mysikrólik”. Polecono nam przykryć węża pudełkiem, aby nie uciekł. Po niedługim czasie przyjechał przedstawiciel „Mysikrólika” i czynności zostały zakończone - relacjonuje jeden z funkcjonariuszy.

Jak poinformował portal Sławomir Łyczko z Ośrodka Rehabilitacji „Mysikrólik”, takie sytuacje, choć nadzwyczajne, wcale nie są odosobnione. Jego zdaniem, zdarza się, że egzotyczne zwierzęta uciekają z mieszkań, dlatego trzeba pamiętać, żeby je pilnować i odpowiednio zabezpieczać terraria.

- Prawda jest taka, że interweniujemy, bo nie ma kto tego robić - tłumaczy pan Sławomir. - Nie ma w okolicy żadnej organizacji, która zajmuje się podobnymi przypadkami. Nie jest to może nasza specjalizacja, ale zawsze staramy się pomóc, choć nawet nie ma tego w naszej umowie z miastem. Najważniejsze, żeby mieć świadomość, że zwierzęta wcale nie są groźne. Większość nie jest jadowita i nie wymaga specjalnych zezwoleń. Zresztą tylko takie można legalnie kupować i hodować. Zdarzają się wyjątki, ale wtedy powinna reagować policja i prokuratura.

Wąż wrócił do właścicielki

Specjalista z „Mysikrólika” apeluje, aby w podobnych sytuacjach zachować spokój, nie nawiązywać bezpośredniego kontaktu, upewnić się, że zwierzę nam nie zagraża. Nie można wpadać w panikę. - To tak, jak ze zgłoszeniami dotyczącymi węży w ogrodzie. W 99 proc. przypadków jest to tylko zaskroniec, a nie żadna żmija. Niewielki wąż znaleziony przy ul. Sobieskiego został przez nas odebrany, otrzymał odpowiednie dla jego gatunku schronienie, po czym bezpiecznie wrócił do właścicielki - mówi nasz rozmówca.

Jak dowiedzieliśmy się w ‘Mysikróliku”, w przeszłości niejednokrotnie zdarzały się przypadki interwencji związanych z ucieczkami egzotycznej menażerii bielszczan. - Gościliśmy już u siebie agamy, legwany, kameleony, skorpiony, modliszki czy wszelakiej maści pająki - uśmiecha się Sławomir Łyczko.

Adam Kanik

Foto: Straż Miejska i „Mysikrólik”