Z bielskim radnym Januszem Buzkiem o trudnych pytaniach, które zadaje w swoich interpelacjach oraz o tym, czy to się opłaca, rozmawia Kuba Jarosz.

Jest pan z tej samej formacji politycznej, co były radny Grzegorz Puda. Swego czasu on też nękał ówczesnego prezydenta miasta niewygodnymi pytaniami i dzisiaj jest ministrem. Chce Pan pójść w jego ślady?

- Nie przesadzajmy. Skupiam się na teraźniejszości, a co będzie później, czas pokaże. Nie sądzę też, abym interpelacjami kogokolwiek nękał. Taka jest rola opozycji, a ja w niej jestem i to mnie do czegoś zobowiązuje w stosunku do moich wyborców. Z natury tymczasem jestem człowiekiem, który woli raczej dialog, jeśli są jakieś sprawy, gdzie dwie strony różnią się spojrzeniem i oceną faktów.

Ale zadaje Pan bielskiej władzy, tej wykonawczej, czyli prezydentowi i jego zastępcom, pytania wagi przynajmniej średniej, jak nie ciężkiej. Nie jest bezpieczniej pytać na przykład o dziury w drogach?

- Dziury w drogach są ważne, bo nie powinno ich być i pytania tej natury są równie ważne dla mieszkańców, jak te dotyczące spraw bardziej skomplikowanych, systemowych. Nie unikam zresztą interpelacji bardziej typowych, bo spotykam się z mieszkańcami, radami osiedlowymi i tam poruszane są takie właśnie tematy: drogi, latarnie, chodniki, skwery. Nie można mówić, że to są mniej ważne sprawy dla miasta.

Nie twierdzę tak, zastanawiam się tylko, dlaczego chwyta się Pan również tych innych tematów. I to bynajmniej nie sporadycznie.

- Tak jak powiedziałem, wynika to z mojej roli jako radnego opozycyjnego, którego zadaniem jest bacznie przyglądać się działaniom prezydenta, urzędu miasta i podległych jednostek. Jeśli ktoś zwraca mi uwagę, że warto byłoby się tematem zainteresować i dochodzę do wniosku, że tak jest faktycznie, to przyglądam się sprawie dokładnie i tworzę odpowiednią interpelację.

A ile z poruszonych przez Pana tematów miejskich zakończyło się Pańskim sukcesem? Czyli przyznaniem przez władze miasta, że miał Pan rację?

- Nie prowadzę takiej statystyki, ale w kilku przypadkach na pewno mogłem czuć nie tyle satysfakcję, co zadowolenie, że temat poruszyłem. Żeby była jasność, to nie jest też tak, że ponieważ jestem radnym opozycyjnym, to prezydent z automatu odrzuca wszystko, o co się staram, interpelując.

Cała rozmowa z radnym Januszem Buzkiem znajduje się w „Kronice Beskidzkiej”. Nowe wydanie lokalnego tygodnika pojawi się w sprzedaży w czwartek. E-wydanie już teraz jest dostępne TUTAJ.

KJ

Foto: z archiwum Janusza Buzka