Po legendarnej Saharze, niegdyś najtrudniejszym i najbardziej stromym stoku narciarskim w Polsce, pozostało wspomnienie. Dlaczego bielska Sahara poszła w odstawkę? I dlaczego nie udało się jej reaktywować?

Pierwsza wytyczona trasa zjazdowa nie sięgała szczytu, lecz kończyła się mniej więcej w połowie wysokości zbocza Szyndzielni. To właśnie na tym stoku, zwanym potocznie Dolną Saharą przez kilka lat trenowali przyszli mistrzowie i mistrzynie Polski w narciarstwie alpejskim, wychowankowie bielskich klubów sportowych.

Potem narciarze upatrzyli sobie położone wyżej, bardziej strome partie Szyndzielni, gdzie dłużej utrzymuje się śnieg. Tak wytyczono legendarną trasę zjazdową, czyli właśnie Saharę, zwaną początkowo Górną Saharą. Opadała ostro w dół z krawędzi północnego ramienia Szyndzielni i usytuowana była po prawej stronie kolejki gondolowej.

Jej przygotowanie nie było łatwe. Dopiero po długich staraniach, w tym odwołaniu do ówczesnego ministra rolnictwa i leśnictwa udało się wyłączyć ten obszar spod gospodarki leśnej. Dzięki temu na początku lat 60. możliwe było stworzenie w tym miejscu najbardziej stromej trasy zjazdowej w kraju, przez wiele lat uważanej za najbardziej wymagającą i trudną do pokonania.

Trasa była oświetlona. Narciarzy wywoziła na górę najpierw wyrwirączka, a następnie nowoczesny jak na tamte czasy wyciąg orczykowy. Funkcjonował on jeszcze na początku lat 90. Wkrótce potem został jednak zdemontowany. Na Saharze rozegrano w latach 60. wiele zawodów narciarskich, w tym te o najwyższej randze sportowej.

Dlaczego Sahara poszła w odstawkę? I dlaczego nie udało się jej reaktywować? O tym można przeczytać w „Kronice Beskidzkiej”. Nowe wydanie trafiło do kiosków w czwartek, a e-wydanie można nabyć TUTAJ.

MAP

Foto: Marcin Płużek