Hotele przyjmują pomimo obostrzeń. „Nie było potrzeby starać się o tarczę”
W związku z pandemią i trwającym od długiego czasu lockdownem sytuacja wielu ośrodków noclegowych w całej Polsce jest krytyczna. Koszty utrzymania nie maleją, a przychodów brak. Dlatego widmo bankructwa coraz głębiej zagląda w oczy właścicieli hoteli i pensjonatów. Problem dotyka również hotelarzy w Bielsku-Białej, choć kilku z nich dzięki zmianie grupy docelowej znalazło doraźne wyjście z patowej sytuacji.
Bielscy hotelarze, do których dotarł portal, mówią zgodnie, że obecne obostrzenia nie są zrozumiałe. Brak w nich konsekwencji i logiki. Branża noclegowa, podobnie jak inne zmuszone do lockdawnu, ma przecież zobowiązania finansowe, które coraz trudniej udźwignąć. Plany rządzących nie są jasne, a ciągłe przedłużanie restrykcji sprawia, że tak naprawdę nie wiadomo, kiedy sytuacja wróci do normy.
Hotele pracownicze mogą przyjmować
Na zaplanowanej na dziś konferencji premiera prawdopodobnie poznamy plan obostrzeń na najbliższe tygodnie. Być może rząd będzie chciał częściowo poluzować restrykcje w branży hotelarskiej, której obecna kondycja, nie ma co ukrywać, jest fatalna. Bielskie hotele straszą pustkami. Mają niemałe koszty utrzymania, a dochodów od długiego czasu brak. Nie można np. zrezygnować z bieżącego ogrzewania budynku, gdyż grozi to m.in. zniszczeniem instalacji. Niektórzy jednak znaleźli doraźne wyjście z sytuacji.
Zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów z grudnia 2020, dopuszczone jest funkcjonowanie hoteli pracowniczych m.in. dla pracowników sezonowych, kierowców transportu drogowego, osób wykonujących czynności zawodowe w zakresie realizacji celu publicznego czy też pracowników podmiotów zapewniających ciągłość działania infrastruktury krytycznej.
Takie ujęcie sprawy pozwala na bieżące utrzymanie na w miarę godnym poziomie pod warunkiem swego rodzaju przebranżowienia. Z przepisów rozporządzenia korzysta m.in. hotel „Ibis Styles” (dawna Magura) przy ul. Żywieckiej.
Trzeba sobie jakoś radzić
- Od zawsze byliśmy otwarci na gości biznesowych. To nie jest tak, że nagle staliśmy się hotelem robotniczym, jednak trzeba sobie jakoś radzić. Przyjmujemy pracowników zgodnie z rozporządzeniem i choć rezerwacji jest mało, to można powiedzieć, że wystarcza nam na bieżące utrzymanie. Stać nas na to, żeby dać pracę ludziom i im za tę pracę zapłacić - mówi Janusz Migacz, dyrektor bielskiego „Ibis Styles”.
Wiadomo, że ogólnodostępna sprzedaż pokoi jest zamknięta. Ale z hotelem kontaktują się firmy, które chcą zameldować swoich pracowników czy wykonawców kontraktów. - Do sprawy trzeba podejść zdroworozsądkowo, przecież ci ludzie muszą gdzieś spać. Trzeba mieć na uwadze, że żaden kierowca, gdy ma zlecenie do wykonania w Bielsku-Białej, nie będzie tego samego dnia wracał 400 km do domu, a spanie w samochodzie nie wchodzi w grę - tłumaczy nasz rozmówca.
Czy jest to metoda na kryzys? Jak się okazuje, chwilowo może i tak, ale na dłuższą metę - niekoniecznie. Charakterystykę rynku hoteli pracowniczych od podszewki zna Adrian Pięciórek, właściciel ośrodka „Beskidy Park”.
Nie było potrzeby starać się o tarczę
- Radzimy sobie całkiem nieźle. Mamy gości cały czas, głównie są to długoterminowe wynajmy. Większy odpływ lokatorów był jedynie na wiosnę, kiedy goście zza granicy chwilowo wyjechali. Tak się jednak poukładało, że nie było nawet potrzeby, aby starać się o tarczę od rządu. Czasami nie ma wyjścia i trzeba się przebranżowić. Obostrzenia się przeciągają, a każdy ma przecież jakieś zobowiązania i trzeba jakoś żyć. Wiem jednak, że niekiedy jest to droga w jedną stronę - podkreśla właściciel „Beskidy Park”.
Adrian Pięciórek tłumaczy, że w praktyce nie da się pogodzić robotników i turystów w jednym ośrodku. Wiadomo, że dla jednych liczy się niedrogi dach nad głową, a drudzy mają większe wymagania. Dlatego „Beskidy Park” funkcjonuje teraz raczej jako tani obiekt noclegowy niż jako hotel. - Najgorsze jest jednak to, że jest zbyt wiele niewiadomych. Wszystko zależy od tego, jak będą funkcjonować przedsiębiorstwa, w których pracują nasi goście, a w chwili obecnej nie można być pewnym niczego - dodaje Pięciórek.
Znaczna część hotelarzy w Bielsku-Białej jest w dużo gorszym położeniu. Mimo wielu prób, z większością nie udało się nam nawet nawiązać połączenia telefonicznego, w innych obiektach pełnione są dyżury, a jeszcze inni przedsiębiorcy zaczynają się zastanawiać, czy będzie ich w ogóle stać na ponowne otwarcie, jeśli obostrzenia znów zostaną przedłużone.
Adam Kanik
Foto: Ibis Styles Bielsko-Biała
Oceń artykuł:
33 9
Autor: Adam Kanik
Dziennikarz portalu www.bielsko.biala.pl

Klauzula informacyjna ›