40 lat temu na Podbeskidziu rozpoczął się strajk generalny. Był to największy protest w historii „Solidarności”, który zakończył się powodzeniem. W przełomowym momencie w strajk zaangażowało się nawet 200 tys. osób. Do porozumienia nie doszłoby, gdyby nie udział w negocjacjach Lecha Wałęsy - po latach stwierdzono w stanowisku Rady Miejskiej Bielska-Białej.

Dziś przed południem przedstawiciele podbeskidzkiej Solidarności, władz Bielska-Białej oraz IPN złożyli kwiaty pod tablicą upamiętniającą strajk z 1981 roku, która znajduje się na budynku obecnego II Urzędu Skarbowego przy ul. gen. Maczka. To miejsce-symbol strajku generalnego na Podbeskidziu. W tym miejscu 6 lutego 1981 roku, a więc po dziesięciu dniach protestu podpisano porozumienie.

W kulminacyjnym momencie strajk objął całe województwo bielskie, uczestniczyło w nim ok. 200 tys. osób. Na rozmowy do Bielska-Białej skierowano liderów „Solidarności” na czele z Lechem Wałęsą oraz Andrzejem Gwiazdą, a także doradców Bronisława Geremka i Tadeusza Mazowieckiego. Stronę rządową reprezentowali wicepremier Czesław Kotela i minister administracji Józef Kępa, a prymas kard. Stefan Wyszyński delegował sekretarza episkopatu bp Bronisława Dąbrowskiego.

Do porozumień nie doszłoby, gdyby nie osobiste zaangażowanie w negocjacje Lecha Wałęsy. Na początku lat 90. uchwałę w dziesiątą rocznicę „strajku bielskiego” przyjęła Rada Miejska Bielska-Białej. - W dramatycznych dniach strajku na Podbeskidziu, na przełomie stycznia i lutego 1981 roku, Jego (Wałęsy - red.) udział w negocjacjach umożliwił podpisanie porozumienia pomiędzy społeczeństwem a władzami administracyjnymi regionu i państwa. Dzięki temu mogły być wówczas rozwiązane narosłe od lat problemy sprawiedliwości, przeciwko którym zaprotestowało społeczeństwo Podbeskidzia, reprezentowane przez Solidarność - czytamy w uzasadnieniu uchwały.

bak

Foto: UM Bielsko-Biała