Małe miasto, które stworzył, kosztuje 9 milionów groszy. Tyle wydał na same materiały. Paweł Gąsiorek z Kęt ma pasję, która stała się jego sposobem na życie: kolejnictwo w miniaturze.

Królestwo pana Pawła to pomieszczenie, które szczelnie wypełnia makieta. Nie taka zwykła, tylko tętniąca życiem. Jest tu rolnik koszący zboże i drwal, który rąbie drewno. Bawiące się dzieci, wczasowicze, rowerzyści, ogrodnik z konewką, para biorąca ślub. Są także pociągi z wagonami, które nigdy się nie spóźniają i nie mają kolizji. Są wreszcie domy, wzgórza, mosty, tunele, lasy, latarnie, wieża ciśnień, wiatrak, kościół, apteka, a nawet cmentarz. Życie w pigułce. Materiały kupuje na Allegro lub zamawia bezpośrednio u producenta. Cena domku wynosi od 50 do 100 zł. Ruchomego ludzika do 40 euro. Lokomotywy od 80 do 300 euro.

Pierwszą makietę kolejową zbudował, gdy miał 15 lat. Przetrwała do 2005 roku. Wtedy ją rozebrał i postanowił stworzyć jeszcze większą i lepszą. Tworzy ją do dzisiaj. - Cały czas coś dodaję. Ostatnio zamówiłem kolejne ludziki do mojego świata. To taka praca bez końca. Cały czas coś się dzieje. Na tę chwilę na makiecie znajduje się na swoim miejscu 320 postaci. W tym osiem ruchomych - wskazuje na kolejne figurki, które może dostrzec jedynie wprawne oko. Nic dziwnego, że każdy, kto ją zobaczy, jest pod wrażeniem misternej pracy. - Ludzie potrafią stać kilka godzin i szukać na niej szczegółów - mówi twórca.

O niezwykłej pasji kęczanina można przeczytać w „Kronice Beskidzkiej”. E-wydanie można nabyć pod adresem www.prasabeskidzka.pl. Wersja papierowa będzie dostępna w czwartek - w kioskach, na stacjach benzynowych i supermarketach.

KGO

Foto: Kuba Jarosz