Zamknięcie ośrodków narciarskich można skwitować jednym słowem - absurd! I nie chodzi o intencje, jakie przyświecały temu posunięciu. Te uznać można za uzasadnione. Chodziło wszak o ograniczenie rozprzestrzeniania się koronawirusa w okresie ferii zimowych. Problem polega na tym, że nie do końca wiadomo, czego tak naprawdę zakazał rząd. Spierają się o to nawet prawnicy.

Dodatkowe zamieszanie wywołał fakt, iż po kilku dniach od wprowadzenia zakazu część kolejek górskich ruszyła. Przy czym nie mogą z nich korzystać narciarze, tylko turyści. Czym jednak, jeśli chodzi o rozprzestrzenianie się koronawirusa różni się osoba z nartami na nogach od tej wyruszającej w góry pieszo? Można nawet pokusić się o stwierdzenie, iż to właśnie narciarze bardziej przestrzegają zasad izolacji i dystansu społecznego, co wynika z charakteru tej aktywności. Trudno przecież zjeżdżać na nartach w grupie, w przeciwieństwie do poruszania się po górskim zboczu na piechotę.

To nie koniec absurdów. Choć wyciągi stanęły, to i tak w góry ruszyły tysiące osób spragnionych ruchu na świeżym powietrzu. Wielu z nich korzystało ze śniegu, jaki zalegał jeszcze na sztucznie naśnieżonych trasach narciarskich. Chociażby na Biały Krzyż czy Małe Skrzyczne w Szczyrku pośpieszyły po świętach tłumy turystów, narciarzy, snowboardzistów i saneczkarzy (była to jedyna możliwość, aby z samego szczytu zjechać na sankach po ubitej trasie zjazdowej).

Słuchając wypowiedzi przedstawicieli rządu można było odnieść wrażenie, iż stoki narciarskie powinny być zamknięte również dla tych osób. Szkopuł w tym, iż to, co politycy mówią w telewizji nie ma znaczenia. Ważne jest to, co znalazło się w rządowym rozporządzeniu. A tam nie ma ani słowa o zakazie uprawiania jakiejkolwiek formy aktywności fizycznej - w tym jazdy na nartach, sankach czy desce - czy też o wyłączeniu z takiej aktywności jakichś obszarów (jak było to na wiosnę w przypadku zakazu wstępu do lasu). Na mocy rozporządzenia zakazano jedynie prowadzenia pewnych rodzajów działalności gospodarczej. Jedna dotyczy właśnie stacji narciarskich. Przy czym i w tym przypadku prawnicy nie są zgodni czy faktycznie taka działalność została zakazana.

Więcej o zawiłościach w tej materii można przeczytać w „Kronice Beskidzkiej”. Nowe wydanie lokalnego tygodnika jest już dostępne w sprzedaży. E-wydanie można nabyć TUTAJ.

MAP

Foto: Marcin Płużek