Co najmniej czterech kierowców z Bielska-Białej i okolicy utknęło w Anglii. Ciężarówki stoją w ok. 30-kilometrowym korku w okolicy Dover, bo w związku z pojawieniem się mutacji koronawirusa Francja zamknęła granicę. - Nie ma szans, bym na Wigilię był w domu - mówi Andrzej Nikiel, który czeka na otwarcie granic. Wczoraj kierowcom jedzenie przynosili Polacy mieszkający w okolicy.

Kilka tysięcy ciężarówek utknęło w rejonie Dover i oczekuje na wjazd do Francji. Sytuacja ma związek z wykryciem nowej odmiany koronawirusa i zamknięciem granic przez Francuzów. Jak dowiedział się portal, sytuacja dotyczy także firmy transportowej z okolic Bielska-Białej. Co najmniej czterech kierowców mieszkających w naszym mieście i okolicach utknęło na Wyspach Brytyjskich.

Od ponad doby na otwarcie granic i wjazd do Francji oczekuje pan Andrzej mieszkający na osiedlu Kopernika w Bielsku-Białej. - Nie ma już szans, bym na Wigilię był w domu - przyznaje. Kierowana przez niego ciężarówka stoi na parkingu ok. 12 km od zjazdu na przeprawę. W podobnej sytuacji jest jego trzech kolegów pracujących w tej samej firmie, każdy z nich stoi od kilkudziesięciu godzin i oczekuje na otwarcie granic przez Francuzów. - Łącznie korek ciężarówek ma ok. 30 km - słyszymy.

Polskim kierowcom pomagają rodacy mieszkający w okolicy Dover. - Wczoraj wieczorem ktoś zapukał w drzwi samochodu. Myślałem, że to policja. Patrzę, a tutaj małżeństwo Polaków przywiozło mi pizzę. Podzieliłem się nią z kolegą z Rzeszowa, który stoi busem przede mną - mówi pan Andrzej.

Działania zmierzające do otwarcia granic podjął we wtorek m.in. prezydent Andrzej Duda, który w mediach społecznościowych opublikował w tej sprawie materiał wideo. - Prowadzimy konsultacje z władzami francuskimi oraz Komisją Europejska. Czynimy wszysko, aby ta decyzja władz francuskich, aby transport ciężarowy, ruch tranzytowy został otwarty, co umożliwi powrót polskich kierowców do kraju - zapewnił prezydent. Jego zdaniem, w Anglii utknęły „tysiące polskich kierowców”.

bak