W poniedziałek rano w ratuszu prezydent Jarosław Klimaszewski spotka się z prezesem TS Podbeskidzie SA Bogdanem Kłysem. Tematem rozmowy mają być ostatnie kiepskie wyniki „Górali”, którzy zajmują ostatnie miejsce w piłkarskiej ekstraklasie. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że główny akcjonariusz spółki oczekuje stanowczych działań ze zmianą na stanowisku trenera włącznie.

Po porażce z Lechem Poznań, w Podbeskidziu doszło do szeregu spotkań motywacyjnych. Prezes klubu Bogdan Kłys odbył rozmowy ze sztabem szkoleniowym oraz zespołem. Trener Krzysztof Brede nie otrzymał jasnego ultimatum punktowego, ale nieoficjalnie dało się słyszeć, że jeśli z Piastem Gliwice i Wisłą Płock nie zdobędzie czterech punktów, to pożegna się z pracą w Bielsku-Białej.

Piłkarze bez odpowiedniej jakości

Wysoka porażka w kompromitującym stylu z Piastem może oznaczać dla Brede przedwczesne rozwiązanie umowy obowiązującej do połowy 2022 roku. Jak nieoficjalnie dowiedział się portal, zdeterminowane do zmiany szkoleniowca są władze Bielska-Białej, a więc głównego akcjonariusza piłkarskiej spółki. W poniedziałek rano prezes Kłys ma spotkać się w ratuszu z prezydentem Jarosławem Klimaszewskim.

Po piłkarsku zwykło się mówić, że trener stracił szatnię. Piłkarze, którzy pół roku temu dali Krzysztofowi Brede największy sukces w trenerskiej karierze w postaci awansu do ekstraklasy, dziś nie chcą za niego „umierać” na boisku. I nie chodzi o to, że zespół gra przeciwko lub na zwolnienie szkoleniowca. Szatnia nie wierzy już, że wspólnie z tym szkoleniowcem wróci na właściwe tory. Trener zdaje się nie wyciągać wniosków z kolejnych porażek. Konsekwentnie próbuje grać piłkę ciekawą dla oka, ale nieskuteczną, ciągle miesza składem, a na konferencjach prasowych dolewa oliwy do ognia i mówi o braku jakości swoich piłkarzy.

Zachłyśnięci sukcesem

Piłkarze też nie są bez winy. Trudno uwierzyć, by w ciągu kilku miesięcy zatracili umiejętność gry. Ktoś powie, że ekstraklasa to inna, szybsza piłka niż w pierwszej lidze, że tutaj nikt nie wybacza błędu i bezlitośnie wykorzystuje każdą słabość przeciwnika. Zgoda. Ale prezes, trener i kibice zaufali drużynie, która pół roku temu wywalczyła awans. Jeszcze kilka miesięcy temu eksperci, kibice, a nawet prezes Kłys upatrywali w TSP zespół, który przy odrobienie szczęścia powalczy o coś więcej niż utrzymanie.

„Górale” nazywani byli najsilniejszym beniaminkiem, bo nie stracili czołowych piłkarzy i trenera, tak jak Stal Mielec, a przeciwnie - pozyskali teoretycznie lepszych zawodników niż Warta Poznań. Problem dziś widoczny pojawił się latem. Wtedy wszyscy, począwszy od prezesa, trenera, części kibiców i ekspertów, zachłysnęli się sukcesem, jakim był ponowny awans na piłkarskie salony.

Sukces uśpił czujność. Nie zweryfikowano obecnej kadry pod kątem przydatności w ekstraklasie. Wydawało się, że dokonano dwóch wzmocnień w pomocy i obronie, ale szybko okazało się, że to nieudane ruchy transferowe. Dlatego piłkarzy, których dziś ekstraklasa negatywnie zweryfikowała drugi raz, zimą trzeba pozbyć się w pierwszej kolejności, by zastąpić ich zawodnikami gwarantującymi odpowiednią jakość. Nieudane transfery obciążają również pion sportowy, który wymaga pilnej reorganizacji.

Bartłomiej Kawalec