Tylko jeden dzień cieszył się wolnością mężczyzna, który we wtorek zgłosił fałszywy alarm bombowy o podłożeniu ładunku wybuchowego w jednym z bielskich sklepów spożywczych. Gdy kryminalni zapukali do drzwi bielszczanina, był zaskoczony szybkim zatrzymaniem, bo wcześniej próbował zmylić trop, tworząc w tym celu fałszywe dowody, które miały skierować postępowanie przeciwko innej osobie.

W miniony wtorek po południu dyżurny Wojewódzkiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego odebrał anonimowe zgłoszenie o podłożeniu ładunku wybuchowego w sklepie spożywczym przy ul. Sobieskiego w Bielsku-Białej. Oficer dyżurny bielskiej komendy skierował na miejsce mundurowych oraz pirotechników ze specjalnie przeszkolonym psem.

Na czas policyjnych czynności stróże prawa zamknęli sklep oraz zabezpieczyli okolicę. Na szczęście, sprawdzenie dało wynik negatywny. Nie znaleziono żadnego ładunku wybuchowego ani substancji, która mogłaby wywołać eksplozję. W związku z tym, że alarm okazał się nieprawdziwy, policjanci zabezpieczyli nagranie rozmowy telefonicznej z linii alarmowej oraz rozpoczęli śledztwo w sprawie fałszywego zawiadomienia o zagrożeniu.

Sprawą zajęli się śledczy z wydziału kryminalnego KMP w Bielsku-Białej, a prowadzone postępowanie nadzorowała bielska prokuratura. Sprawne śledztwo doprowadziło do szybkiego zatrzymania podejrzewanego o zgłoszenie fałszywego alarmu 40-letniego mieszkańca Bielska-Białej. Już następnego dnia wieczorem kryminalni zapukali do drzwi bielszczanina. Był zaskoczony szybkim zatrzymaniem, bo wcześniej próbował zmylić trop, tworząc w tym celu fałszywe dowody, które miały skierować postępowanie przeciwko innej osobie.

Prokuratura Bielsko-Biała Północ przedstawiła mu zarzut przestępstwa fałszywego zawiadomienia o zagrożeniu wybuchem bomby i tworzenia fałszywych dowodów, za które grozi kara nawet ośmiu lat więzienia. Prokurator objął 40-latka policyjnym dozorem.

bb