Stok na Dębowcu. Narty czy jakieś żarty?
Budowa ośrodka na Dębowcu, przez wielu uznawanego za bubel, kosztowała miliony. Za dzierżawę prywatnych gruntów miasto płaci krocie, a śnieg powstaje z wody z miejskiego wodociągu. U progu tego sezonu, tuż przed zapowiadanym na poprzedni weekend ociepleniem, ośrodek uruchomił armatki śnieżne. Logiczne? Nie, ale czego się nie robi, by nie powtórzyć ubiegłorocznej klapy finansowej, kiedy na zboczu, zamiast śniegu, kwitły kwiatki…
- Uznaliśmy, że skoro i tak trzeba wykonać próbny rozruch armatek śnieżnych, to przy okazji zgromadzimy nieco śniegu w pryzmach - tłumaczył nam dzień po rozruchu armatek Grzegorz Jania, dyrektor handlowy spółki ZIAD, która zarządza ośrodkiem. - Taka była decyzja grona osób, które od lat zajmują się stokami. W Szczyrku czy Wiśle też naśnieżają.
Ludzie ze ZIAD twierdzą, że wiedzą, co robią. - Oczywiście, że śledzimy prognozy pogody, ale nawet spore ocieplenie nie stopi śniegu w pryzmach - przekonuje dyrektor Jania. - A śnieg będzie nam potrzebny już przy kolejnej fali chłodu, po 10 grudnia. Wtedy po prostu szybciej naśnieżymy cały stok, tak, aby można było go oddać narciarzom jeszcze przed świętami.
Grzegorz Jania przyznaje, że decyzja o uruchomieniu armatek tuż przed skokiem temperatury to mimo wszystko ryzyko. - Ale tu pracują fachowcy - twierdzi nasz rozmówca. - Wiedzą, że to był najlepszy moment i trzeba zrobić wszystko, aby ośrodek uruchomić.
Więcej o sprawie można przeczytać w nowym wydaniu „Kroniki Beskidzkiej”, które ukaże się w czwartek. E-wydanie jest dostępne TUTAJ.
KJ
Foto: Piotr Bieniecki
Oceń artykuł:
24 84