W latach 1997 i 1998 na terenie obecnego Campingu pod Dębowcem dokonano ekshumacji szczątków żołnierzy niemieckich, których tu pochowano bądź przeniesiono zwłoki z innych terenów podczas II wojny światowej. Z premedytacją używamy określenia „profanacja”, gdyż wiele działań podjętych w przeszłości na cmentarzu miało znamiona profanacji. Od 1 stycznia 2021 Camping Pod Dębowcem przestanie funkcjonować. Zarząd nad nim przejmie miejska spółka ZIAD, która nie wyklucza inwestycji na tym terenie. Wiele wskazuje na to, że zanim to nastąpi, niezbędna będzie kolejna ekshumacja.

Do pierwszej profanacji doszło tuż po wyzwoleniu w 1945, kiedy sowieccy żołnierze wysadzili w powietrze bramę oraz cokół z orłem III Rzeszy, którego część obecnie leży na prywatnym terenie poza obrębem kempingu. Przez lata cmentarz, o którego nie dbano, niszczał i zarastał. Zniknęły wszystkie nagrobki, groby zostały zrównane z ziemią, zniknęły główna i boczne kamienne aleje. Cmentarz nie miał opiekuna.

Operator koparki przekopywał ziemię

Na przełomie lat 70 i 80. rozpoczęło się przygotowanie gruntu pod kemping. Wówczas teren był inaczej ukształtowany. Znaczne nachylenie nie pozwalało na wygodne usytuowanie infrastruktury rekreacyjnej, dlatego utworzono tarasy. Dziś zadbane, równe i zielone. Tworząc tarasy, koparki przesuwały zwały ziemi z południa na północ, zgarniając pokrywę części grobów.

Do lat 90. wiele z nich zakrywała zaledwie 40-centymetrowa warstwa ziemi. Odkryte wówczas szczątki zwyczajnie zasypywano bądź wyrzucano. Nie miało to nic wspólnego z ekshumacją. Zresztą nie to było celem prac firmy. Przy wylewaniu fundamentów pod budynek restauracji operator koparki po prostu przekopywał ziemię, przy okazji rozwalając trumny. Potem wykop wraz ze szczątkami zalewano betonem. Nikt ekshumacją nie zaprzątał sobie głowy. Zadaniem zakładu remontowo-budowlanego przy PTTK była po prostu budowa w tym miejscu kempingu.

Sanitariaty na grobach

Po wykonaniu tarasów posadowiono budynek restauracji, recepcji oraz łazienki - na grobach. Przez lata ludzie korzystali z toalet oraz spożywali posiłki, nie mając świadomości, że pod nimi leżą zwłoki. Oczywiście, to już szczątki, które nikomu krzywdy nie zrobią, ale w naszej kulturze zmarli zwykle traktowani są z szacunkiem, więc co bardziej świadomi i bogobojni z mieszanymi uczuciami wchodziliby na teren kempingu.

Za wątłe usprawiedliwienie można uznać tezę o podejrzeniu, że w części obejmującej sanitariaty pochowano żołnierzy SS, a ponieważ SS została uznana po wojnie za organizację zbrodniczą, to groby w tej części cmentarza nie podlegają ochronie. Być może firma wykonująca prace ziemne wiedziała, że nie musi przejmować się ekshumacją zbrodniarzy wojennych. Istnieją całe plany cmentarza (fragmenty publikujemy na fotografiach) wraz z nazwiskami pogrzebanych, ale dziś trudno zidentyfikować ich przynależność do konkretnych rodzajów wojsk.

Za stalowym ogrodzeniem

Na początku lat 90. kemping przejął od BBOSiR prywatny przedsiębiorca Wiesław Mydlarz, który chcąc nie chcąc stał się świadkiem kolejnej ekshumacji, do której doszło za sprawą niemieckiej Fundacji "Pamięć" w porozumieniu z ówczesnymi władzami miasta. Wtedy też wszedł w posiadanie dokumentacji składającej się z protokołów i zdjęć z lat 1997 i 1998.

Przez dwa lata na dwóch górnych (3 i 4) tarasach oraz części drugiego prowadzono prace ekshumacyjne. Za stalowym ogrodzeniem wykopywano zwłoki, a na tarasie dolnym funkcjonował kemping, parking i bar. Firma, która dostawała kilkaset marek od „głowy”, miała za zadanie przenieść resztki zwłok do niewielkich trumienek i przewieźć je na cmentarz wojenny do Siemianowic Śląskich. Zanim trumienki przewieziono na miejsce docelowe, wynajęty przez Fundację "Pamięć" antropolog sprawdzał, czy na pewno są w nich niemieccy żołnierze.

Pozostałości po pracach w postaci resztek ubrań, butów, kości i trumien (co pokazujemy na zdjęciach) najemca kempingu musiał usuwać we własnym zakresie. Co lepiej zachowane części umundurowania oraz broń zostały rozkradzione.

Domy na zbiorowych mogiłach

Nie wiadomo, ile tak naprawdę pozostało grobów. Szacuje się, że około 600 tylko na terenie kempingu. Rosnące wokół niego wysokie graby niegdyś wytyczały jako żywopłot teren głównego cmentarza. Dziś (widać to na zdjęciach) rosną sporo poniżej powierzchni tarasów. Wiadomo, że poza tym terenem chowano ludzi także w zbiorowych mogiłach. Gdzie teraz są te mogiły? Prawdopodobnie do ich zlokalizowania trzeba byłoby użyć geosondy.

Witold Michalski, mieszkaniec okolicy, opowiadał Wiesławowi Mydlarzowi, że kiedy kopano fundamenty pod budynek przy ul. Żołędziowej, natrafiono na mogiłę. Ale to były czasy, kiedy pamięć po okropieństwach wojny była jeszcze żywa, a szacunek dla grobów okupanta nikła. Osobom wychowanym po wojnie trudno to zrozumieć, ale trzeba pamiętać, że leżący tu żołnierze nie przyjechali do Polski w celach rekreacyjnych. Żyli wówczas jeszcze ludzie, którzy doznali tylu krzywd od Niemców, że dalecy byli od poszanowania ich grobów.

Dlaczego tylko częściowa ekshumacja?

Dzisiejszy wjazd na kemping od południa to brama, jedna z trzech prowadzących na cmentarz. Jadąc samochodem, można wyczuć nierówności terenu powstałe po ciężkim sprzęcie użytym do ekshumacji lub wykopania kanalizacji. To zapadnięte groby z ludzkimi szczątkami. Praktycznie cały dolny taras oraz część drugiego ze wspomnianymi sanitariatami są nie ruszone, tj. tamtejsze groby nie zostały ekshumowane.

Dlaczego do Siemianowic Śląskich przeniesiono tylko część szczątków? Dlaczego resztę pozostawiono w tym miejscu, choć wiadomo było, że ludzie przyjadą tu w celach rozrywkowych? Może zaniedbanie, może brak pieniędzy, może, może...

Agnieszka Ściera-Pytel

Redakcja portalu bielsko.biala.pl dziękuje panu Wiesławowi Mydlarzowi, dotychczasowemu dzierżawcy Campingu pod Dębowcem, za współpracę oraz udostępnienie zdjęć archiwalnych.

Na ten temat pisaliśmy ostatnio w artykule Będzie kolejna ekshumacja pod Dębowcem. Pod kempingiem jest cmentarz.