Czy biskup nie lubi muzyki? Kulisy likwidacji szkoły
Była sobie szkoła muzyczna. Całkiem niezła i ze sporymi osiągnięciami edukacyjnymi. Działała od wielu lat. W strukturze kościelnej, choć jej profesjonalni absolwenci trafiali bez przeszkód do cywilnych uczelni artystycznych, a także do innych cennych przybytków kultury. Dlaczego biskup zdecydował o jej likwidacji?
Istniejąca od 17 lat pożyteczna placówka edukacyjna o długiej nazwie „Diecezjalne Studium Organistowskie - Szkoła Muzyczna II stopnia w Bielsku-Białej” (DSO) właśnie dogorywa. Trwa proces stopniowego wygaszania jej działalności w wyniku podjętej w 2017 roku arbitralnej decyzji o likwidacji szkoły. Na oficjalnej stronie internetowej DSO widnieje nawet urzędowy komunikat, z którego jasno wynika, że decyzję o „zaprzestaniu dalszego funkcjonowania placówki” podjął osobiście ks. biskup Roman Pindel - ordynariusz diecezji bielsko-żywieckiej.
zajmowała się kształceniem wychowanków „w grze organowej oraz przygotowaniem uczniów do profesjonalnej służby liturgicznej, w charakterze muzyka kościelnego (organisty, dyrygenta chóru)”. Wraz z praktyczną nauką gry na instrumentach klawiszowych (fortepianie, organach) nie zaniedbywano edukacji teoretycznej na poziomie tradycyjnej szkoły muzycznej II stopnia (zasady muzyki, kształcenie słuchu, harmonia, historia muzyki). Najlepsi absolwenci klasy wokalnej trafiali na studia wyższe w uczelniach artystycznych w Polsce oraz innych krajach europejskich.
Sukcesy placówki kierowanej przez ks. Sławomira Zawadę, operatywnego szefa DSO, zaczęły mocno drażnić innych. Otoczony muzycznymi fachowcami ksiądz-erudyta (ukończył nie tylko studia teologiczne, ale i dziennikarstwo na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim) stał się prawdziwą „solą w oku” dla zawistników. Opowiedzieli nam o tym liczni nauczyciele z bielskiego środowiska muzycznego, prosząc nas jednak stanowczo o zachowanie anonimowości.
Dobra passa DSO skończyła się definitywnie w 2017 roku. Roman Pindel, biskup bielsko-żywiecki, uznał, że szkoła nie ma już racji bytu. Rozpoczął się kilkuletni proces wygaszania jej działalności. W czerwcu br. przestała istnieć klasa wokalna, a za dwa lata - dobiegnie końca żywot klasy organowej. Wtedy szkoła trafi definitywnie do lamusa historii.
Czy tak musi być? Czy nie można jednak cofnąć przykrej i trudnej do zaakceptowania decyzji sprzed trzech lat - zapytaliśmy w bielskiej kurii. Więcej o sprawie w nowej „Kronice Beskidzkiej”. E-wydanie można nabyć TUTAJ.
ZL
Oceń artykuł:
5 76Komentarze 1
