Przez pięć lat uczył w szkole, ale rzucił to i wybrał fach nietypowy. W budynku dawnego dworca kolejowego stacji Czechowice-Dziedzice Południe na nowo zaczęło się coś dziać. Rok temu pojawił się tam szyld „Pan Szewc”.

- Jest taki stereotyp, że szewc to starszy człowiek, który drżącymi rękami dłubie coś w butach - opowiada Mateusz Wróbel. Być może jest najmłodszym szewcem w Polsce. Nie zna rówieśników, którzy potrafiliby naprawić obuwie, nadać drugie życie skórzanej torbie sprzed kilku dekad czy zreperować końską uprząż. A ludzie przynoszą mu wszystko, co znajdą w domu.

- Odnawiałem już końskie uprzęże, siodła, buty jeździeckie, łyżwy, spodnie motocyklowe, torby, kurtki. Szczególnym uczuciem otaczam przedmioty zabytkowe - wyznaje Pan Szewc. Ostatnio reperował skórzaną saszetkę. - Panu bardzo na niej zależało. Mógł ją wyrzucić, ale jednak miała dla niego sentymentalną wartość. Tłumaczył, że jest do niej przyzwyczajony jak chłop pańszczyźniany do ziemi - wspomina.

Działa już od roku, a każdy kolejny miesiąc przynosi nowych klientów. Zależało mu na stworzeniu klimatycznego miejsca z duszą i chyba udało mu się to osiągnąć. Jak to się stało? Gdzie nauczył się nietypowego fachu? O tym pisze „Kronika Beskidzka”. Nowe wydanie lokalnego tygodnika jest dostępne TUTAJ.

KGO

Foto: Kuba Jarosz