Rząd zamknął cmentarze, a godzinę po konferencji, na której premier ogłosił tę decyzję na cmentarzu komunalnym w Bielsku-Białej tłoczyły się setki, jeśli nie tysiące osób. Ostatni odwiedzający groby wychodzili z cmentarza w godzinach późnowieczornych. Ruchem kierowali policjanci. Tłumnie było w rejonie wszystkich nekropolii w mieście - przyznaje rzecznik bielskiej policji.

Ruch na cmentarzu komunalnym w Bielsku-Białej był wczoraj po południu porównywalny z dniem Wszystkich Świętych, jeśli nawet nie większy - usłyszeliśmy dziś w Zieleni Miejskiej, która jest administratorem największej nekropolii w mieście. Zaledwie godzinę po ogłoszeniu przez premiera Mateusza Morawieckiego, że od soboty do poniedziałku cmentarze mają być zamknięte, ruchem na ul. Karpackiej musieli kierować policjanci. Podobnie jest co roku w dniu 1 listopada.

Tłumy mieszkańców miasta i regionu ruszyły także na inne cmentarze w Bielsku-Białej, by zdążyć zapalić znicz i posprzątać grób. Dziś policja oraz strażnicy miejscy patrolują okolice cmentarzy i sprawdzają, czy na terenie nekropolii przebywają tylko osoby uczestniczące w pogrzebach.

Z powodu decyzji premiera pokrzywdzone czują się osoby handlujące chryzantemami i zniczami. Od wczoraj w mediach społecznościowych pojawiają się apele, by wspierać przedsiębiorców. Do zakupu chryzantemy za symboliczne 5 zł zachęca Rada Osiedla Wojska Polskiego. Kwiaty można kupić przy ul. I Armii Wojska Polskiego 5. Następnie zostaną zaniesione w imieniu kupujących na pobliski cmentarz wojskowy.

bak