Ma dwie rodziny. Kocha swoje dzieci, wnuki i prawnuki ponad wszystko. Ale ma także drugi dom, z którym związała się blisko 60 lat temu. Maria Dyczek pracuje w Teatrze Polskim od 1962 roku.

- Kocham to, co robię. Jestem perukarką, fryzjerką teatralną oraz charakteryzatorką - przedstawia się. Jej królestwo to perukarnia na pierwszym piętrze w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej. To mały pokój, który pomieści zaledwie kilka osób. Na jednej z szafek stoi budzik, który pamięta połowę XX wieku. Od lat wybija minuty i wyznacza czas do kolejnych premier. Koło okna jest stół, przy którym siedzi perukarka. Tka właśnie jedną z peruk, która będzie wykorzystana w spektaklu. To skrupulatna praca, która wymaga cierpliwości.

- Od czasów pana Ryszarda Palucha nic się tu nie zmieniło. Nie opróżniliśmy nawet szuflady naszego mistrza. Z szacunku do jego pracy. Tak jest dobrze - tłumaczy Maria Dyczek i wskazuje na jedną z półek, gdzie wciąż można odnaleźć zapiski i zdjęcia prac Ryszarda Palucha, znakomitego charakteryzatora teatralnego. - W zasadzie to jemu zawdzięczam pracę w teatrze - wspomina.

Urodziła się w Hałcnowie i tam ukończyła szkołę podstawową. Później zapisała się do szkoły zawodowej w Bielsku-Białej, aby uczyć się fryzjerstwa. W 1962 roku trafiła na praktyki do bielskiego teatru, a rok później zaczęła tam stałą pracę.

Co było dalej? O tym można przeczytać w nowym numerze „Kroniki Beskidzkiej”. E-wydanie jest dostępne TUTAJ.

KGO

Foto: Katarzyna Górna-Oremus