Jednego dnia aż 44 pracowników Beskidzkiego Centrum Onkologii-Szpitala Miejskiego w Bielsku-Białej przedstawiło zwolnienia lekarskie. Absencja personelu jest dużym problemem dla placówki medycznej, która codziennie leczy kilkuset pacjentów onkologicznych. - To zjawisko ogólnopolskie. Mamy problem z obsadą stanowisk, a szpital musi leczyć - mówi dyrektor Lech Wędrychowicz.

Na wczorajszej sesji Rady Miejskiej Bielska-Białej przedstawiono raport finansowy Beskidzkiego Centrum Onkologii-Szpitala Miejskiego w Bielsku-Białej wraz z perspektywą do roku 2022. W dyskusji radny Marcin Litwin zwrócił uwagę na problem absencji personelu medycznego. - Jest informacja, że w jednym dniu w szpitalu pojawiło się bardzo dużo zwolnień lekarskich. Czy działalność szpitala jest zagrożona? - pytał radny PiS.

Obecny na sesji dyrektor Lech Wędrychowicz potwierdził, że pracownicy „falami” przedkładają zwolnienia lekarskie. - Jeżeli jednego dnia wpływają mi 44 zwolnienia lekarskie, a 50 pracowników już przebywa na zwolnieniu, to rzeczywiście mamy problem z obsadą stanowisk w tych miejscach, gdzie potrzebne są specjalistyczne świadczenia, jak np. technik obsługi tomografu czy radioterapii.

Zdaniem dyrektora BCO-SM, problem jest ogólnopolski. Dostrzegają go urzędnicy Ministerstwa Zdrowia, które ma wprowadzić nowe regulacje związane z uzyskiwaniem zwolnień lekarskich przez telefon. - Z tytułu tak dużej ilości zwolnień ponosimy dodatkowe koszty, bo ściągamy do pracy pracowników innych zmian i płacimy im ekstra stawki. Priorytetem jest utrzymanie dostępności szpitala, gdyż zatrzymanie tomografu czy rezonansu magnetycznego spowoduje postój innych oddziałów - tłumaczy dyrektor Lech Wędrychowicz.

bak