Dyspozytornia pogotowia ratunkowego przez najbliższe trzy lata zostanie w Bielsku-Białej. Rada Społeczna Bielskiego Pogotowia Ratunkowego pozytywnie zaopiniowała bezpłatne użyczenie jej pomieszczeń dla urzędu wojewódzkiego. Z 24 dyspozytorów chęć zmiany pracodawcy wyraziło dotychczas 13 osób. - Okres od czerwca na przygotowanie się na drugą falę epidemii został zaprzepaszczony - podkreśla dyrektor BPR Wojciech Waligóra.

Od początku przyszłego roku dyspozytornią Bielskiego Pogotowia Ratunkowego będzie zarządzać Śląski Urząd Wojewódzki w Katowicach. Z 24 dyspozytorów chęć zmiany pracodawcy wyraziło dotychczas 13 osób. Samorządy z Podbeskidzia od dawna walczą o utrzymanie dyspozytorni w Bielsku-Białej. Według ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym, od 2028 w każdym województwie ma działać jedna dyspozytornia medyczna (oprócz województw śląskiego i mazowieckiego, gdzie w związku z liczbą mieszkańców mają zostać utworzone dwie).

Rada Społeczna BPR pozytywnie zaopiniowała bezpłatne użyczenie pomieszczeń dyspozytorni dla urzędu wojewódzkiego. Korzystający z użyczenia ma pokrywać bieżące koszty utrzymania tego miejsca, takie jak media i obsługa informatyczna. Zgodę na to musi wyrazić jeszcze Zarząd Powiatu Bielskiego. Taki stan rzeczy ma się utrzymywać do końca 2023. Potem dyspozytorzy mają przenieść się do nowej dyspozytorni, która zostanie dopiero wybudowana w województwie śląskim.

Takie rozwiązanie nie zadawala Andrzeja Płonki, starosty bielskiego. - Mieszkam na granicy dwóch województw i czasami w zależności od tego, kto ma mocniejszy sygnał, odbieram Kraków albo Katowice. Z samym sygnałem jest różnie, często zanika, a podczas burzy bywa, że trudno połączyć się z kimkolwiek - podkreśla starosta.

Sceptyczny wobec rozwiązań forsowanych przez Ministerstwo Zdrowia jest dyrektor Bielskiego Pogotowia Ratunkowego. - To jest tylko powierzchowne załatwienie sprawy, dyspozytornia powinna na stałe zostać w Bielsku-Białej. Różne są sytuacje, szczególnie teraz gdy walczymy z pandemią koronawirusa. Dyspozytor powinien mieć swoje „zaplecze” tu na miejscu - mówi Wojciech Waligóra, który wiele lat przepracował jako dyspozytor.

Waligóra dodaje, że COVID-19 obnażył naszą ochronę zdrowia. - Pracuję 35 lat w służbie zdrowia i nie pamiętam takiej sytuacji, żeby nie było dnia, kiedy nie mamy gdzie przekazać pacjenta… Nie wynika to z niechęci żadnego ze szpitali, a z ogromnego nawarstwienia sytuacji. Moim zdaniem, służby nie radzą sobie z tematem. Okres od czerwca na przygotowanie się na drugą falę epidemii został zaprzepaszczony - tłumaczy dyrektor Waligóra.

Ministerstwo Zdrowia planuje koncentrację dyspozytorni medycznych i tworzenie dużych rejonów operacyjnych. W ciągu ostatnich lat z ponad 330 dyspozytorni w całym kraju obecnie działa 39. Docelowo ma ich być 18. Jedno stanowisko dyspozytorskie ma przypadać na każde rozpoczęte 200 tys. mieszkańców.

bb