Od dłuższego czasu przy ulicy Górskiej w Bielsku-Białej ulatnia się gaz. Mieszkańcy są przerażeni. - Mieszkamy tu jak na bombie - opowiadają. - To jest jeden wielki skandal! - denerwuje się przewodnicząca Rady Osiedla Straconka Józefa Wawak. - To chyba musi w końcu wybuchnąć, żeby ludzie zza biurka w gazowni wreszcie się obudzili i coś z tym zrobili.

Chodzi o odcinek ulicy powyżej ostatniego przystanku autobusu nr 11, w kierunku Przegibka. Idąc poboczem w stronę zabudowań, wyraźnie czuć gaz. To zaledwie kilkadziesiąt metrów od domu pani Anny. - Tak jest prawie cały czas - relacjonuje kobieta. - Są dni, że słychać dźwięk ulatniającego się gazu. Mieszkamy tu jak na prawdziwej bombie. Przecież każdy z nas pamięta, do jakiej tragedii doszło w Szczyrku.

- To wina starego, skorodowanego gazociągu - tłumaczy pan Bronisław, pokazując miejsce tuż obok drogi, w zaroślach, skąd ulatnia się gaz. - Biegnie wzdłuż drogi i już bywało, że po solidnych opadach, gdy woda zabierała pobocze, rury przesyłowe były widoczne gołym okiem.

Rada Osiedla Straconka na początku września wysłała do Zakładu Gazowniczego pismo z prośbą o interwencję. - Nie ma tygodnia, aby nie przyjeżdżało tu pogotowie gazowe - opowiada Józefa Wawak. - Coś tam doraźnie zrobią i na chwilę jest spokój. Ale nie o to chodzi. Tu trzeba po prostu wykonać kapitalny remont całego gazociągu. Zanim dojdzie do tragedii. To nie do pojęcia, że taka sytuacja może w ogóle trwać!

Dlaczego tak się dzieje? I co na to gazownicy? O tym można przeczytać w „Kronice Beskidzkiej”. Nowe wydanie lokalnego tygodnika pojawi się w sprzedaży jak zawsze w czwartek. E-wydanie jest dostępne TUTAJ.

KJ

Foto: Kuba Jarosz