Ludzie będą umierać w domach. Przerażająca relacja bielskiej lekarki
Od początku pandemii do jednej z bielskich poradni publicznych dostarczono 15 litrów środka dezynfekującego i paczkę chińskich rękawiczek pochodzących ze słynnego transportu Antonowem. Rękawiczek w rozmiarze S jeszcze nikomu w przychodni nie udało się założyć bez ich rozdarcia. Przeterminowany towar i 15 litrów wspomnianego środka dezynfekującego to jedyna pomoc rządu, jaką do tej pory otrzymała placówka. Z tego co nam wiadomo, inne poradnie także muszą zadbać o środki ochrony we własnym zakresie, ale nie mają na to funduszy.
Chociaż pandemia w Polsce trwa od marca, to ustawa regulująca pracę przychodni Podstawowej Opieki Zdrowotnej w czasie pandemii została uchwalona dopiero w sierpniu, a w tych dniach weszła w życie siódma poprawka nakładająca na POZy obowiązki, które do tej pory spoczywały na sanepidzie. Tymczasem pacjenci są coraz bardziej niezadowoleni, obarczając lekarzy pierwszego kontaktu winą za kłopoty z dostępem do opieki medycznej.
Na specjalnej platformie dla covid
Na POZy padł blady strach. Teraz będą musiały przyjmować także pacjentów z ostrymi infekcjami z podejrzeniem covid. Niektóre dotychczasowe obowiązki sanepidu przejmą lekarze rodzinni. Przyjmijmy, że każdego dnia w każdej przychodni przyjmowanych jest około stu pacjentów. Teoretycznie po pacjencie z podejrzeniem covid powinna zostać wykonana dezynfekcja. Ale w rzeczywistości jest to nierealne. Personel nie ma wykonywanych testów (chyba, że je sobie kupi), nie ma też dla niego choćby szczepionek przeciw grypie. Dochodzi do tego dodatkowa papierologia.
- Dzisiaj przyszedł dodatni wynik pacjenta, którego skierowałam jako pierwszego na wymaz. Teraz pacjent jest powtórnie zakażony - mówi lekarka. - Muszę wystawić zlecenie, sprawdzić, czy udało mu się zrobić test, zgłosić wynik do sanepidu, wysłać mail z danym pacjenta do sanepidu, żeby mógł zgłosić jego rodzinę do kwarantanny. Sanepidowi muszę wysłać także informację, na jak długo pacjentowi z covidem wystawiłam L4, a to wszystko plikami szyfrowanymi. To naprawdę zajmuje mnóstwo czasu. A jeśli takich pacjentów przyjdzie mi do poradni stu dziennie? Przecież to powinno być proste, zawarte w jednym systemie, najlepiej już funkcjonującym. Każdy lekarz na platformie dedykowanej wyłącznie dla covidu jest zaszyfrowany, żeby koleżanka czy kolega lekarz nie mogli dowiedzieć się, ile wysłał wymazów. To jakaś paranoja - podkreśla lekarka. - A najgorzej jest z wysłaniem takiego pacjenta gdziekolwiek, bo nikt po niego nie przyjedzie.
Kto zawiezie pacjenta do szpitala lub na test?
Jeżeli lekarz rodzinny daje pacjentowi skierowanie do szpitala i pacjent nie ma samochodu bądź jest niesamodzielny, należy wystawić mu skierowanie na transport. Do tej pory funkcjonowało to tak, że przyjeżdżała karetka i zawoziła pacjenta do szpitala. Teraz po skierowaniu od lekarza rodzinnego karetki nie mają obowiązku transportować chorych. Pozostaje więc pacjentowi dzwonić na numer alarmowy, że np. ma duszności. Wtedy po niego przyjadą. Jeśli pacjent nie jest w stanie dojechać do punktu pobrań, lekarz rodzinny powinien zorganizować mu dojazd samochodem na wymaz.
Lekarka podaje przykład. Starszy pacjent, który mieszka na trzecim piętrze, nie może zejść o własnych siłach, żeby udać się na wymaz. - Nie wiem do kogo mam się zwrócić, aby go przetransportować na ten wymaz. Tego ustawa nie reguluje - tłumaczy nasza rozmówczyni. - Mogę rzucić wszystko i zawieźć go, ale jeśli takich pacjentów będę mieć więcej? Ludzie będą umierać w domach, bo nie będzie miał ich kto zawieźć do szpitala.
Ograniczone refundowane testy
Lekarz podejrzewający covid kieruje pacjenta na test. Skierowanie może otrzymać osoba, która według procedury wykazuje cztery objawy chorobowe (gorączka, kaszel, duszność, utrata węchu lub smaku). Jeśli nie ma wszystkich, nie otrzyma skierowania na test refundowany przez NFZ. W Bielsku-Białej refundowane testy wykonywane są wyłącznie na stanowisku drive-thru przy ul. Broniewskiego i tylko w godz. 7.00-9.00.
Pacjenta z ostrym przebiegiem choroby lekarz kieruje do szpitala. Dedykowana covidowi rządowa strona internetowa ciągle się blokuje i zwiesza, więc bywa, że czasowo nie da się wystawić za jej pomocą skierowania do szpitala. Taki pacjent musi osobiście przyjść do przychodni po skierowanie. Każdorazowo po kontakcie z potencjalnie chorym pacjentem lekarz powinien się przebrać i odkazić przychodnię. Ale jest to nierealne.
Przychodni nie stać na zabezpieczenie
- Nie boję przyjmować chorych pacjentów - przekonuje lekarka. - Chciałabym być tylko odpowiednio ubrana, tj. zabezpieczona do przyjmowania zakaźnie chorych pacjentów. Mój personel także. Żeby chociaż dali nam po masce chroniącej przed zakażeniem, którą moglibyśmy dezynfekować. Jeden fartuch flizelinowy kosztuje 12 zł, a ja potrzebuję teoretycznie sto sztuk dla każdej osoby z personelu. Więc pierzemy fartuchy, choć można to zrobić tylko raz. Nie jesteśmy w stanie kupić takiej ilości. Porządny, najtańszy kombinezon kosztuje w granicach 100 zł. Po jednym użyciu trzeba go wyrzucić. Potrzebujemy sześć kombinezonów dziennie. Czyli 600 zł dziennie za same kombinezony, co daje 12 tys. zł miesięcznie, a nasz budżet na ten cel wynosi ok. 3 tys. zł. Dentyści i lekarze z prywatnymi praktykami podnieśli ceny usług o koszty zakupu środków ochrony i pobierają od pacjentów dodatkowo 100-150 zł. Specjaliści mają nieco lepiej od nas także dlatego, że nie trafiają do nich osoby z ulicy z objawami infekcji, gdyż zostaną „przesiani” jeszcze w recepcji, a później zapewne odesłani do POZ.
Dyżur na SOR bezpieczniejszy od pracy w POZ
Paradoksalnie, na izbach przyjęć, w szpitalach zakaźnych, w karetkach jest bezpieczniej, bo lekarze są zabezpieczeni w podwójne kombinezony, gogle, maseczki, które po akcji są wymieniane. - Nie jestem w stanie zakupić swojemu personelowi nawet szczepionek na grypę, bo nie ma. Wiem, że jestem lekarzem i oczywiście w naszej przychodni będziemy przyjmować. Boję się jednak, że bez odpowiedniego zabezpieczenia za tydzień, dwa wszyscy się pozarażamy - twierdzi lekarka.
Według wytycznych, bilanse dla 4-latków są odwołane, ale dla sześciolatków już nie. Będzie to wyglądać tak, że do południa przyjmowani są chorzy, potem przez dwie godziny będzie prowadzony bilans zdrowych dzieci. W nieodkażonej przychodni, bo nie ma jej czym odkazić. - Jak mam zapewnić bezpieczeństwo mojej 60-letniej pediatrze z nadciśnieniem? - zastanawia się lekarka.
Chory lekarz to chore społeczeństwo
Lekarze od zawsze przyjmują chorych na grypę, przeziębienia i inne choroby zakaźne, ale pamiętając to, co np. działo się wiosną we Włoszech mają duże obawy w przypadku kontaktu z pacjentami z covidem. Zbliża się sezon grypowy, który może być czasem sprawdzianu dla wszystkich. W USA już funkcjonują procedury ograniczające kontakt lekarza z chorym, a w Polsce przy rosnącej liczbie potwierdzonych zakażeń likwidowane są szpitale jednoimienne.
- Nie mam potrzeby chodzenia do dużego sklepu, do kina, boję się zakażenia. Na ten wypadek mam już plan, przygotowaną torbę z rzeczami na zmianę, trochę konserw, umówioną krewną, która zaopiekuje się domem - kończy nasza rozmówczyni, której personalia pozostają do wiadomości redakcji, ponieważ lekarzy nadal obowiązuje zakaz wypowiadania się do mediów.
Agnieszka Ściera-Pytel
Oceń artykuł:
99 110
Autor: Agnieszka Ściera-Pytel
Dziennikarka portalu www.bielsko.biala.pl
Komentarze 69
Już do kuchni marsz i czosnek, imbir, cytryna, kiszonki...
Bo ja do tej pory wciąż tylko słyszałem jak to lekarze są świetnie wykształceni, znają się na wszystkim i w zasadzie to nikt im nie będzie mówił co i jak mają robić.
Czy do niedawna szefem tego ministerstwa nie był przypadkiem lekarz? Jego poprzednikiem też lekarz, a jeszcze wcześniej też lekarz.... To do kogo te żale o bałagan w organizacji?
Te jednostki maja zadbać aby zakupić sprzęt, potrzebne meble, wyposażenie, leki, zatrudnić personel itd itd.
Dlaczego więc nie kupują tego co potrzebują ? Proszę nie róbcie z ludzi wariatów bo to słabe :(
A może to ma odwrócić uwagę od nieudolności i zaniechania przez lekarzy normalnej pracy ?
Bo to co się dzieje z wizytami, nieodbieranymi telefonami i spowodowane tym szkody u pacjentów to już be ?
teraz mamy
lekarzy 1 telefonu
Ciekawe tylko dlaczego inni muszą pracować normalnie (sprzedawcy, listonosze nauczyciele...)

Klauzula informacyjna ›