- Moim priorytetem jest wyjście naprzeciwko pasażera. Mam na myśli szereg działań określanych w zarządzaniu jako polepszenie doświadczenia klienta. Docelowo zmiany mają przywiązywać klienta do usług spółki i sprawić, że podróżowanie komunikacją będzie przyjazne, a nawet modne. Jeśli transport będzie przyjazny, intuicyjny i sprawny, to pasażer sam go wybierze.

Z Hubertem Maślanką, prezesem zarządu Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego w Bielsku-Białej Sp. z o.o., rozmawia Piotr Bieniecki

Od 1 lipca jest Pan prezesem spółki Miejski Zakład Komunikacyjny w Bielsku-Białej. Jakie ma Pan przygotowanie do pracy na tym stanowisku?

- Zawodowo pracowałem trzynaście lat jako zastępca kierownika działu prawnego i zamówień publicznych w Związku Międzygminnym ds. Ekologii w Żywcu. Zajmowałem stanowisko kierownicze, na którym odpowiadałem za obsługą prawną jednego z największych w Polsce projektów infrastrukturalnych finansowanych ze środków Unii Europejskiej - projektu „Oczyszczania ścieków na Żywiecczyźnie”.

Komunikacja w Bielsku-Białej wymaga zmian

Moje dotychczasowe doświadczenie w dziedzinie transportu to przede wszystkim działalność pozarządowa. Od wielu lat działam społecznie na rzecz rozwoju transportu szynowego, konkretnie linii kolejowych wymagających rewitalizacji. Mam pewne sukcesy związane z polepszeniem procesów decyzyjnych dotyczących rewitalizacji linii kolejowych w naszym subregionie. Mam na myśli linie Żywiec - Sucha Beskidzka i Bielsko-Biała - Skoczów.

Czy działalność w organizacji pozarządowej to wystarczające przygotowanie do zarządzania przedsiębiorstwem, które jest ważną spółką komunalną zatrudniającą ponad 400 osób?

- Podczas procesu rekrutacyjnego rada nadzorcza uznała, że spełniam warunki. Być może miał na to wpływ fakt, że dotychczasowy prezes zostaje nadal w zarządzie, zna spółkę. Moja osoba ma być dopełnieniem tego zarządu w zakresie pewnej wizji i wyjścia naprzeciw nowym rozwiązaniom. Myślę, że zderzenie tych dwóch potencjałów - doświadczenia i wiedzy oraz mojej wizji i świeżego spojrzenia jest tym, o co chodziło właścicielowi w zmianie kadrowej. Mam pełną świadomość, że komunikacja w Bielsku-Białej wymaga zmian.

Jakie trzeba wprowadzić w pierwszej kolejności?

- Spółka jest operatorem, czyli wykonawcą usług. Te wskazuje nam miasto, a MZK realizuje je w ściśle określonym zakresie. Procesy zmian są inicjowane przez miasto jako organizatora. My jako operator też w nich uczestniczymy chociażby dostosowując naszą infrastrukturę.

Podróżowanie przyjazne, a nawet modne

Moim priorytetem jest wyjście naprzeciwko pasażera. Mam na myśli szereg działań określanych w zarządzaniu jako polepszenie doświadczenia klienta. Docelowo zmiany mają przywiązywać klienta do usług spółki i sprawić, że podróżowanie komunikacją będzie przyjazne, a nawet modne. Jeśli transport będzie przyjazny, intuicyjny i sprawny, to pasażer sam go wybierze.

Obecnie głównymi problemami związanymi z przemieszczaniem się po mieście są zakorkowane ulice i odpłatne miejsca parkingowe. Korzystanie z komunikacji miejskiej powinno się mieszkańcom opłacać. Jako spółka możemy to realizować przez zwiększanie komfortu podróży autobusami, doposażenie ich pod kątem wymagań pasażera.

Jakim budżetem dysponuje obecnie MZK w porównaniu do poprzednich lat?

- Budżet zakładu wynosi około 70 mln zł. Jest zdecydowanie wyższy niż w zeszłych latach, gdy był regulowany limitami wynikającymi z ustawy o finansach publicznych. Wcześniej dotacja miasta nie mogła przekraczać 50 proc. kosztów spółki. Obecne nakłady są wyższe, co pozwoli nam zrealizować zdecydowanie większą liczbę wozokilometrów, którą będziemy mogli wykorzystać, zmieniając organizację sieci komunikacyjnej, wydłużając linie lub zwiększając częstotliwość kursów zależnie od decyzji organizatora.

W ciągu ostatniego roku wpływy ze sprzedaży biletów zmalały o 10 mln zł. Czy tylko Covid-19 i związane z nim ograniczenia miały na to wpływ?

- Analizujemy tę sytuację. Na pewno Covid-19 spowodował znaczny spadek. Wpływy do lipca były na poziomie 58 proc. w stosunku do analogicznego okresu ub. roku. Największy spadek miał miejsce w marcu (17 proc.), ale od tego czasu sukcesywnie maleje. Prawdopodobnie jednak nie wrócimy w tym roku do takich przychodów, jak przed pandemią.

Covid jest tu chyba pretekstem

Przy okazji potwierdziło się, że system dystrybucji biletów wymaga zmian nie tylko po to, aby dostosować się do aktualnej sytuacji związanej z epidemią. Zmienia się struktura wiekowa, udział rożnych kanałów dystrybucji. Papierowe bilety funkcjonują i będą jeszcze funkcjonować przez jakiś czas, ale zastanawiamy się, jak w perspektywie lat wyeliminować tradycyjny bilet. Punkty stacjonarne funkcjonują zależnie od tego, jak działają przedsiębiorcy. Część z nich była zmuszona do zamykania punktów. Teraz wszystko się odmraża. Z dniem 1 września włączamy kolejny kanał dystrybucji biletów przez aplikację telefoniczną (moBiLET - przyp. red.).

Wiele osób jeździ w czasie pandemii bez biletu?

- Nie zauważyliśmy, aby gapowiczów było więcej. Ich liczba utrzymuje się na poziomie 4-5 proc. Jednak prawie wszystkie osoby odwołujące się od nałożenia opłaty za jazdę bez biletu zwracają uwagę na sytuację „covidową”. Gapowicze tłumaczą, że nie mieli gdzie kupić biletu. Zauważamy ten problem, ale covid jest tu chyba tylko pretekstem.

Co z innymi typami biletów, o które dopominają się mieszkańcy? W tym piętnasto- lub dwudziestominutowymi oraz 30-dniowymi?

- Dystrybucja, drukowanie i sprzedaż są realizowane przez MZK, ale to usługi, które zostały nam powierzone przez organizatora. Wszelkie kompetencje w zakresie zmian taryfowych ma miasto i to ono podejmuje decyzje w tej sprawie. Jeśli bilety takie będą wdrożone, to oczywiście będziemy je emitować. Jeżeli chodzi o moje prywatne zdanie, to takie bilety są potrzebne. Bilety okresowe nie powinny obejmować tylko konkretnego miesiąca od pierwszego do ostatniego jego dnia, ale dowolne 30 dni. Byłyby bardziej atrakcyjne dla części pasażerów.

Czy koronawirus wpłynął na stan zatrudnienia kierowców? Otrzymali już oczekiwane podwyżki?

- Na początku roku kierowcy otrzymali znaczne podwyżki. Mam nadzieję, że na tym polu są usatysfakcjonowani. Paradoksalnie, w sytuacji pandemicznej nie musieliśmy nikogo zwalniać. Ciągle poszukujmy kierowców. W ostatnim miesiącu zatrudniliśmy dziecięciu ze względu na kursy "bisowe" (dodatkowe autobusy podstawiane z uwagi na ograniczoną liczbę dopuszczonych do użycia miejsc - przyp. red.), a także przewozy osób niepełnosprawnych.

Rewolucja byłaby niewskazana

Czy MZK odpowiada za zmiany w rozkładach jazdy? Wraz z Pańską nominacją można spodziewać się rewolucji czy powolnych zmian?

- W nowej rzeczywistości prawnej odpowiada za to organizator, czyli Urząd Miejski, a konkretnie Wydział Komunikacji. Władzom miasta i urzędnikom bardzo zależy, żeby siatka rozkładów jazdy była jak najbardziej przyjazna dla pasażerów i efektywna. Jest to trudne do realizacji, bo niejednokrotnie trzeba pogodzić rożne interesy. Wydaje mi się, ze będzie to zmiana ewolucyjna. Wynika głównie z nakładów finansowych, które będą przeznaczane na komunikację. Rewolucja byłaby niewskazana, bo mieszkańcy mimo wszystko są przyzwyczajeni do „swoich” linii. Każde zmiany są niechętnie przyjmowane.

Z czego wynika ten opór? Jeśli zmiany są konieczne, to w jaki sposób chcecie przekonać do nich pasażerów?

- Zgodnie z przepisami, zmiany muszą być opiniowane m.in. przez Rady Osiedli i Społeczną Radę ds. Osób Niepełnosprawnych. To jest oczywiście dobry kierunek, ale zależy nam na tym, aby te podmioty i mieszkańcy rozpatrywali propozycje z myślą o dobru całego miasta, a nie tylko kierując się własnymi interesami i przyzwyczajeniami. Planujemy długofalowe działania edukacyjne i promocyjne ukazujące nowoczesną komunikację jako całość, a nie zbiór rozdrobnionych linii.

Mieszkańcom bardziej przeszkadzają „stada” jadące w podobnym kierunku czy długie luki czasowe między kursami na tych samych lub zbliżonych trasach.

- Oczywiście, są takie sytuacje, gdy autobusy o podobnej trasie jadą w podobnym czasie. Wydział komunikacji Urzędu Miejskiego pracuje nad tym, aby to optymalizować i żeby takie sytuacje eliminować.

Każdy autobus z kanałem dystrybucji

Czy docelowo powstaną węzły przesiadkowe z częstymi kursami, czy dotychczasowe linie będą tylko przedłużane o nowe przystanki? Czego mieszkańcy mogą się spodziewać?

- O siatce połączeń decyduje organizator. Miasto chce integrować komunikację w zakresie węzłów. Niektóre linie będą łączone szczególnie tam, gdzie w znacznym stopniu się pokrywają. Analizujemy bieżące informacje z sektora przedsiębiorstw, o pracodawcach, budowach nowych osiedli, planie zagospodarowania przestrzennego. To wszystko pokazuje nam obszary, które docelowo będą wymagały rozwoju komunikacji. Drugi wymiar to nowoczesne patrzenie na zarządzanie. Priorytetem będą węzły i integracja z innymi podmiotami. Są sygnały ze strony Komunikacji Beskidzkiej, żeby powołać grupę roboczą, która ma pracować nad zintegrowaniem dwóch modeli komunikacyjnych. Jest tutaj pole do działania.

Jak zachęcić młode pokolenie do korzystania z komunikacji publicznej?

- Planujemy wprowadzić szereg udogodnień. WiFi jest kwestią dyskusyjną, bo pasażer krótko przebywa w autobusie, a do tego dochodzą problemy związane z ochroną danych. Chcemy, aby dostępne było ładowanie przez USB, by każdy autobus był wyposażony w kanał dystrybucji biletów. Chcemy zaszczepiać młodym pozytywne wzorce. Po uspokojeniu się sytuacji pandemicznej będziemy organizować dni otwarte, aby pokazać dzieciom i młodzieży, że komunikacja zbiorowa jest przyjazna, a przede wszystkim potrzebna. Młodzi ludzi są bardziej świadomi w sprawach ekologii. Każdy pasażer powinien wiedzieć, że korzystanie z komunikacji jest bezpieczne i przyjemne.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Piotr Bieniecki