Przypadkowy kontakt z koronawirusem. „W tym momencie czas się zatrzymał”
Choć zdążyliśmy już oswoić koronawirusa SARS-CoV-2 i staramy się na co dzień funkcjonować w normalnym trybie, to realne zagrożenie wciąż istnieje. Przebywając w większym skupisku ludzi nie możemy zapominać o środkach ochronnych, czyli maseczce lub przyłbicy oraz dezynfekcji rąk. Nasza Czytelniczka miała w pracy przypadkowy kontakt z osobą zarażoną. W krótkim czasie otrzymała zaproszenie od firmy… na wykonanie testu.
W ostatnim czasie środki dezynfekcyjne właściwie stały się elementem, który wpisał się w naszą codzienność. Przyjęliśmy, że tam gdzie zmuszają nas do dezynfekcji, to możemy czuć się bezpieczni. Bo przecież mamy ochronę w postaci płaszcza niewidzialnego i nic nam nie grozi. Jest to jednak złudne.
Takich pułapek jest mnóstwo
O osobistym bezpieczeństwie w miejscu pracy przekonana była także młoda bielszczanka, która skontaktowała się z portalem, aby opowiedzieć o ryzyku związanym z przypadkowym kontaktem z osobami zarażonymi koronawirusem. Oczywiście, poprosiła o anonimowość.
- Wchodząc do instytucji, w której pracujemy, obowiązkowo mierzymy temperaturę, a dane wpisywane są na listę pracowników, którzy w tym tygodniu pojawili się w gmachu u naszego pracodawcy. Wielokrotnie przechodząc przez urzędnicze korytarze myślimy, że nic nam nie grozi. Takich pułapek czyha na nas całe mnóstwo i niemal na każdym kroku - przekonuje nasza rozmówczyni.
- Wszystko wyglądało tak, jak co dzień już od jakiegoś czasu. Pomimo obostrzeń i wyraźniej troski o swoich pracowników, coś jednak umknęło naszej uwadze. Przecież codziennie pojawiamy się w różnych miejscach. Dzielimy jedną przestrzeń. W większych firmach, gdzie mamy do dyspozycji otwarte przestrzenie, nie stykamy się bezpośrednio z innymi pracownikami, co jest zgodne z restrykcjami sanitarnymi obowiązującymi w czasie pandemii.
Gdy więc w firmie, gdzie zatrudniona jest bielszczanka pojawił się przypadek zakażenia koronawirusem, pracownicy byli zszokowani, ale po kilku dniach wszystko powróciło do porządku dziennego. - Standardowe działania, czyli zgłoszenie do sanepidu, szybka dezynfekcja przestrzeni, wysłanie pracowników, którzy mieli bezpośrednią styczność z osobami zarażonymi, na kwarantannę. Dzielenie przestrzeni pracowniczej na poszczególne działy i znów… wszystko wróciło do normy.
Ze strachem w oczach
- Na początku przestrzegamy zasad podyktowanych przez sanepid, przyzwyczajamy się do wymuszonej sytuacji. Ale pracując w zespole po pewnym czasie zapominamy, że ten podstępny wirus gdzieś krąży w powietrzu i poluje na kolejne ofiary. I koło się zatacza. Znów zapominamy o maseczkach, bezpiecznej odległości od koleżanek i kolegów w pracy, znów dystans w ogólnodostępnej przestrzeni zmniejsza się coraz bardziej. Aż do momentu…
Bielszczanka niespodziewanie otrzymała zaproszenie od firmy… na wykonanie testu koronawirus SARS-CoV-2 przeciwciała IgG i IgM. - W tym momencie czas się zatrzymał. Jak się okazało, ktoś ze współpracowników podał moje nazwisko. Rzekomo przebywaliśmy w bliskim sąsiedztwie w tej samej przestrzeni. Po pobraniu próbki ze strachem w oczach oczekiwałam na wyniki.
Na szczęście, wynik okazał się negatywy. Nasza rozmówczyni apeluje do wszystkich, żeby nie bagatelizowali problemu. - Koronawirus jest bardzo podstępny i w każdej chwili może okazać się, że nasz wynik będzie dodatni, tak jak u kolegów z pracy. Statystyki sanepidu podawane są do opinii publicznej po to, by społeczeństwo wzięło pod uwagę fakt, że to nie są żarty, tylko zagrożeni jesteśmy każdego dnia - podkreśla nasza Czytelniczka.
Małgorzata Irena Skórska
Oceń artykuł:
29 53
Autor: Małgorzata Skórska
Dziennikarz portalu www.bielsko.biala.pl
Komentarze 19
Jeśli zakrywanie nosa i ust ma jakikolwiek sens, to właśnie w szkołach przede wszystkim.
Czy oni chcą, żeby nasze dzieci transmitowały wirusa?

Klauzula informacyjna ›