U progu nowego roku szkolnego nikt nic nie wie. Samorządy oraz dyrekcje szkół i przedszkoli przygotowują się do pracy w szczycie epidemii posiłkując się wytycznymi i wariantami opracowanymi przez rząd i sanepid, ale faktycznie „idą na żywioł”. Nadal jest mnóstwo pytań, na które nie ma odpowiedzi.- Żeby nie było tak, że dzisiaj szkoły otwieramy, a jutro zamykamy. A jest to możliwe - ostrzega starosta bielski Andrzej Płonka.

- Jak to zrobić, żeby uczniowie przebywali przez cały czas w jednej sali, kiedy warunki lokalowe nie pozwalają? Jak zorganizować przerwy w taki sposób, by ograniczyć kontakty uczniów? Jest pomysł, by robić przerwy różnym klasom o różnych godzinach, ale jak to ułożyć? Jak upilnować liczbę dzieci w toaletach, żeby nie było tam tłoczno? A jak to zrobić na korytarzach? Jak młodzież ma wchodzić rano do szkoły, żeby się nie kumulować? Czy uczniowie będą przestrzegać obostrzeń? Przecież całkowicie nie jesteśmy w stanie tego dopilnować. Wielu młodych ludzi - z tego co słychać - podchodzi do epidemii na luzie - mówi zastrzegająca anonimowość nauczycielka jednej z podbeskidzkich szkół.

Więcej o tym, czy szkoły w regionie są przygotowane na nauczanie w czasach pandemii można przeczytać w nowym numerze „Kroniki Beskidzkiej”. Papierowe wydanie trafi do sprzedaży w czwartek, e-wydanie jest dostępne TUTAJ.

WM