- Nie chcę, by kabaret był traktowany jako dodatkowa rozrywka do piwa i kiełbasy - mówi bielski satyryk i artysta kabaretowy Piotr Skucha.

- Pojęcie kabaretu rozszerzyło się niesamowicie w stronę festynowego widowiska. A mnie fascynuje kabaret literacki, spotykanie się w kameralnym gronie i dzielenie z widzem swoimi spostrzeżeniami na aktualne tematy. Prawdziwa sztuka kabaretowa polega na tym, żeby widza jednocześnie rozbawić i skłonić do refleksji.

Kto jest Twoim faworytem w tej dziedzinie?

- Mam ich wielu. Prawie wszyscy gościli na Bielskiej Scenie Kabaretowej, powołanej przeze mnie do życia jeszcze w 2006 roku. Niekwestionowanym mistrzem jest Jacek Fedorowicz. Byłem świadkiem wielu jego występów.

Wirusowa pandemia unieruchomiła działalność bielskiego kabaretu. Zapytam wprost: z czego teraz żyjesz? O ile dobrze pamiętam - jesteś z wykształcenia architektem.

- Gdyby nie wieloletnie oszczędności miałbym kłopoty. W zeszłym miesiącu otrzymałem skromny zastrzyk pieniężny z zusowskiej tarczy antykryzysowej. Od lat nie wykonuję wyuczonego zawodu architekta. Związałem się z show-biznesem. Nie tracę nadziei, że jesienią ponownie ruszymy z występami.

Całą rozmowę z Piotrem Skuchą można przeczytać w nowej „Kronice Beskidzkiej”. E-wydanie jest dostępne TUTAJ.

WM

Foto: Rafał Gacek