Silne i zdrowe chłopy. Jak górnicy z Silesii walczyli z koronawirusem
Większość z zakażonych w czechowickiej kopalni Silesia górników przeszła chorobę bezobjawowo albo łagodnie, ale kilku nie miało takiego szczęścia. - To silne i zdrowe chłopy. W końcu muszą mieć zdrowie, by pracować pod ziemią - przekonuje Zdzisław Pyka z Solidarności.
Jednym z pierwszych zakażonych był 42-letni ratownik górniczy. - Pozytywny wynik testu był dla mnie dużym zaskoczeniem. Nie miałem ani gorączki, ani innych objawów. Tylko w ciągu dwóch dni zaobserwowałem delikatną utratę węchu. Potem wszystko wróciło do normy - opowiada pan Tomasz.
- Ja nie miałem takiego szczęścia jak koledzy. Ciężko przeszedłem tę chorobę, choć nie aż tak, by trafić pod respirator - mówi 56-letni Grzegorz Kołodziejczyk z Kaniowa, który w Silesii pracuje pod ziemią jako elektromonter, a ponadto trzecią kadencję pełni funkcję radnego gminy Bestwina. Miał gorączkę do 38,5 st. C, przez pięć dni nie mógł jeść, wymiotował, z pokoju wychodził tylko do łazienki i by się napić. Schudł sześć kilogramów i długo dochodził do siebie.
Więcej o górnikach z Silesii, którzy zmagali się z chorobą można przeczytać w najnowszym wydaniu „Kroniki Beskidzkiej”. Gazeta pojawi się w sprzedaży w czwartek, e-wydanie jest dostępne na www.prasabeskidzka.pl.
WM
Oceń artykuł:
12 8