- Kiedy ustawa (o podwyżkach wynagrodzenia polityków - red.) trafi do Senatu, sprzeciwię się jej z kilku powodów - zapowiada senator Agnieszka Gorgoń-Komor z Koalicji Obywatelskiej. W piątek Sejm w błyskawicznym tempie przyjął ustawę zakładającą wysokie podwyżki wynagrodzeń dla czy prezydenta RP, premiera, parlamentarzystów, ministrów i wiceministrów. Posłanka KO przeprasza wyborców.

W piątek podwyżki dla polityków uchwalił Sejm (za ich przyjęciem głosowała większość posłów PiS, KO, Lewicy i PSL, przeciwko Konfederacja). Według projektu, po podwyżce poseł zarobi ok. 12,6 tys. zł (teraz ok. 8 tys. zł), wiceminister ok. 17 tys. zł (obecnie ok. 8 tys. zł), a minister ok. 18 tys. zł (teraz ok. 10,1 tys. zł). Podwyżki czekają także marszałka i wicemarszałków Sejmu i Senatu. Dwa razy więcej niż obecnie zarabiać mają premier i prezydent - ich wynagrodzenia wzrosną do 22 i 26 tys. zł. Nowością jest wynagrodzenie dla Pierwszej Damy w kwocie 18 tys. zł (wszystkie podane kwoty brutto).

Po ostatnich kosztownych porażkach

Wczoraj późnym wieczorem projekt podwyżek skrytykowała senator Agnieszka Gorgoń-Komor z Koalicji Obywatelskiej, która zapowiedziała, że będzie głosować przeciwko przyjęciu ustawy w Senacie. - Sama jestem senatorem niezawodowym - nie pobieram wynagrodzenia, dlatego że chcę leczyć, że tak właśnie obiecałam w czasie kampanii moim pacjentom. I mimo, iż uważam, że powinien nastąpić wzrost płac dla osób, które zarządzają krajem - nie zgadzam się na to ze względu na kontekst, w jakim to nastąpiło - pisze na swoim profilu w Facebooku.

- Jesteśmy na etapie pandemii, która dotknęła wielu Polaków - również finansowo, powodując spadki dochodów. Obowiązujące tarcze antykryzysowe pozwalają na obniżanie czasu pracy bądź pensji, wycofane zostały planowane podwyżki płacy minimalnej do 3000 brutto. Samorządy zostały zmuszone do oszczędności na wielką skalę, a płace w tzw. budżetówce na pewno w najbliższym czasie nie wzrosną ani o złotówkę. Nie będzie podwyżek dla nauczycieli, personelu medycznego.

- Po ostatnich kosztownych porażkach rządu, jak np. milionach wydanych na karty do głosowania przez ministra Sasina, aferze „maseczkowej” ministra Szumowskiego czy olbrzymiej dotacji na media „państwowe”, zagłosowanie za podwyżkami, tym bardziej tak wysokimi, uważam za nieetyczne. To nie jest na dobry moment na takie działania, to nie czas na dodatkowe wydatki. Nasz kraj będzie musiał zmierzyć się z recesją i na to powinniśmy się przygotować - kończy senator Gorgoń-Komor.

Posłanka KO przeprasza wyborców

Jak wynika z protokołów głosowania, wszyscy posłowie z okręgu bielskiego niezależnie od przynależności partyjnej głosowali za przyjęciem "ustawy podwyżkowej". Portal zapytał bielskich parlamentarzystów, dlaczego poparli projekt. Jak dotąd, otrzymaliśmy odpowiedź tylko od posłanki Mirosław Nykiel. Gdy tylko uzyskamy pozostałe, zamieścimy w tym miejscu.

- Głosowałam zgodnie ze stanowiskiem klubu, bo potrzeba rozwiązań systemowych i transparentnych, a płace osób zajmujących najważniejsze stanowiska w państwie powinny być uzależnione od średniej krajowej, czyli jeśli średnia rośnie, to politykom też, jeśli spada, to politycy też zarabiają mniej - przekonuje pos. Mirosława Nykiel z klubu parlamentarnego KO. - Chodziło również o samorządowców /4 tys./, którym w 2018 roku obniżono wynagrodzenie po ujawnieniu przez posłów opozycji wysokich premii, jakie rządzący wypłacali swoim ministrom.

- Jednak czas, w którym się znajdujemy jest najgorszy z możliwych do przeprowadzania takich zmian, dlatego po fali słusznej krytyki dzisiaj w Senacie z tego się wycofujemy. Wszystkim, których ta decyzja zasmuciła czy po ludzku wkurzyła, bardzo przepraszam. Zastanawiam się tylko czy kiedyś będzie dobry czas na takie zmiany? - dodaje posłanka.

Bartłomiej Kawalec