Eksperci nie mają wątpliwości - jesienią COVID-19 uderzy ponownie. Choć w tej chwili walczymy z pierwszą falą i padają nowe dzienne rekordy zakażeń, to jednak według prognoz, za 2-3 miesiące sytuacja może być jeszcze gorsza. Ministerstwo Zdrowia nie wyklucza, że wówczas zmuszeni będziemy znów stosować się do najsurowszych obostrzeń. O to, jak służba zdrowia przygotowuje się do odparcia drugiej fali wirusa pytaliśmy w Szpitalu Wojewódzkim w Bielsku-Białej oraz Beskidzkiej Izbie Lekarskiej.

Od początku epidemii lekarze robią wszystko, by pomóc w zwalczaniu jej skutków. Po kilku miesiącach walki mimo zmęczenia nie składają broni i wypatrują kolejnego zagrożenia, które ma przyjść jesienią. Próbowano nam wmawiać, że epidemia jest już w odwrocie, że została opanowana, ale nic bardziej mylnego. Kolejne dzienne rekordy zakażeń nie pozwalają spać spokojnie osobom, które stoją na pierwszej linii frontu. Dlatego mówią, jak jest naprawdę.

To, co się dzieje woła o pomstę do nieba

- Nie tyle szykujemy się na drugą falę, co cały czas walczymy z pierwszą. Od początku słuchamy opinii ekspertów i widzimy, że ludzie poczuli się po prostu zbyt swobodnie. Ciągle trzeba nosić maseczki, trzymać dystans, myć i dezynfekować ręce, a ludzie tego nie przestrzegają. Społeczeństwo uznało, że zagrożenia już nie ma. To, co się teraz dzieje na weselach, imprezach masowych czy w miejscowościach wypoczynkowych woła o pomstę do nieba - powiedział portalowi prezes Beskidzkiej Izby Lekarskiej Klaudiusz Komor.

„Stoimy obecnie wobec chyba największego od czasów wojny zagrożenia zdrowia i życia ludzkiego na olbrzymią skalę. Jesteśmy wszyscy rozgoryczeni brakiem podstawowych środków ochrony osobistej, brakiem odpowiednich procedur, brakiem dostępu do szybkich i wiarygodnych testów diagnostycznych. Wiem, że niektórzy pacjenci ukrywając ważne informacje o potencjalnym kontakcie z zakażeniem, powodują narażenie swoich lekarzy. Jedynie nasza jedność, współpraca i współdziałanie w duchu etyki lekarskiej pozwoli nam zwyciężyć z tym olbrzymim zagrożeniem” - pisze dr Komor w swoim oświadczeniu dla beskidzkich medyków.

Duże zakupy w Szpitalu Wojewódzkim

Szpital Wojewódzki w Bielsku-Białej kupuje sprzęt, który ma pomóc w ratowaniu życia, gdy dojdzie do zapowiadanej drugiej fali COVID-19. Placówka zamówiła już urządzenia, które sfinansowane zostaną z dotacji w wysokości 3,4 mln zł przyznanej przez Urząd Marszałkowski w Katowicach.

Dyrektor szpitala Sabina Bigos-Jaworowska informuje, że do końca roku na Szpitalny Oddział Ratunkowy oraz na Oddział Anestezjologii i Intensywnej Terapii trafi aparatura medyczna, która pomoże nie tylko w walce z koronawirusem. - Bez tego sprzętu trudno byłoby nam przygotować się na jesień. Trzeba również zaznaczyć, że dodatkowe wyposażenie służyć będzie także pacjentom znajdującym się w ciężkich stanach nie tylko z powodu zachorowania na koronawirusa.

Jak dowiedział się portal, Oddział Anestezjologii i Intensywnej Terapii otrzyma przyłóżkowy aparat RTG, mobilny aparat USG, respiratory wyższej klasy, a także łóżka do intensywnej terapii, osiem kardiomonitorów, pompy infuzyjne strzykawkowe wraz ze stacjami dokującymi oraz wideolaryngoskopy. Na wyposażenie trafił już tomograf impedancyjny do zaawansowanych badań płuc. Jeden z trzech w Polsce, niezwykle bezpieczny, gdyż nie wymaga stosowania promieni rentgenowskich.

Odcinki obserwacyjne na każdym oddziale

Szpitalny Oddział Ratunkowy z kolei doposażony zostanie w łóżka, skaner żylny, zestaw do trudnej intubacji, który składa się m.in. z trzech endoskopów inkubacyjnych oraz transportową komorę izolacyjną i mobilny aparat USG. Nowe łóżka szpitalne trafią również na odcinki obserwacyjne wyodrębnione na każdym oddziale szpitalnym.

Zakład Diagnostyki Laboratoryjnej będzie przebudowany. Już teraz wyposażony został w komorę laminarną z przepływem powietrza drugiej klasy bezpieczeństwa biologicznego z lampą UV. Zakład otrzymał także zamrażarkę laboratoryjną oraz zestawy pipet automatycznych.

Nowoczesna aparatura dostarczana będzie do Szpitala Wojewódzkiego partiami do końca roku. Pieniądze przekazane zostały w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Śląskiego. W sumie, do 27 placówek medycznych na województwie śląskim, wśród których jest Szpital Wojewódzki w Bielsku-Białej, trafi sprzęt za 127 mln zł.

Ludzie nauczyli się żyć z wirusem

Portal zapytał w szpitalu, jak będzie działać placówka, jeśli spełni się czarny scenariusz jesiennego przypływu zachorowań oraz o to, jakie nastroje panują wśród bielskich medyków.

- Tego, jak będzie funkcjonował szpital jeszcze nie wiemy, wszystko dzieje się na bieżąco. Nie wiemy, co się będzie działo we wrześniu czy październiku, gdy zacznie się sezon grypowy. Wszystkie działania są wypracowywane w trakcie, podobnie jak na początku, kiedy nikt nie spodziewał się takiej sytuacji. Nauczyliśmy się reagować i te wypracowane metody mają nam pomóc. Już teraz obowiązują specjalne ankiety dla pacjentów, pytamy np. czy ktoś jest górnikiem. Aktualnie może warto się zastanowić, czy nie trzeba pytać też czy ktoś z pacjentów był w ostatnim czasie na weselu. Jeśli chodzi o nastroje wśród personelu, to oczywiście żaden z naszych lekarzy nie jest naiwny. Wiadomo było, że to wszystko nie skończy się szybko, po prostu robimy swoje. Ludzie nauczyli się żyć z wirusem, a nieprzestrzeganie reżimu sanitarnego daje takie efekty. Prawdą jest, że nie da się zatrzymać ludzi w domach dłużej niż 4-5 tygodni, więc i tak byliśmy na początku bardzo zdyscyplinowanym społeczeństwem. Teraz tej dyscypliny i odpowiedzialności ludzkiej brakuje - odpowiada Anna Szafrańska, rzecznik Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej.

Adam Kanik