Dokąd zmierza Silesia? Koronawirus wbija związkowcom nóż w plecy
Czechowicka kopalnia i bez COVID-19 miała już spore problemy. Czeski właściciel od jakiegoś czasu nie ukrywał, że ma ochotę pozbyć się przedsiębiorstwa. Związkowcy postanowili więc szukać rozwiązania na własną rękę. Niespodziewanie koronawirus wbija im teraz nóż w plecy i przyszłość zakładu stanęła pod wielkim znakiem zapytania.
- Modlimy się, aby ta przeklęta choroba w końcu odeszła - mówi z troską w głosie szef kopalnianej Solidarności Grzegorz Bijok. - To nam dodatkowo utrudnia sprawę.
W Silesii zatrudnionych jest ponad 1,7 tys. osób. Z tego kilkaset to pracownicy dołowi - górnicy, którzy pracują bezpośrednio na ścianach, tzw. przodkach. To właśnie ich na pierwszy ogień wziął sobie koronawirus Sars-Cov-2. Do teraz zakażonych zostało już blisko dwustu spośród nich!
A to nie koniec, bo w miniony wtorek rozpoczęła się w kopalni druga tura tzw. badań przesiewowych. Testom poddanych zostanie kolejnych 300 pracowników i niemal pewne jest, że spora część z tej grupy również okaże się zakażona. Taki rozwój wydarzeń zmusił kopalnię do radykalnych kroków ograniczających funkcjonowanie przedsiębiorstwa.
Więcej o sytuacji w Silesii w najnowszym wydaniu Kroniki Beskidzkiej, która jak zwykle ukaże się w czwartek.
KJ
Foto: Kuba Jarosz
Oceń artykuł:
10 15