Maria Koterbska: Nie było tak łatwo, jak mogłoby się wydawać
Występowała na największych scenach świata. Jej piosenki nuciła cała Polska, a teraz sięgają po nie kolejne pokolenia. O karierze i o rodzinie rozmawiamy z Marią Koterbską i jej synem Romanem Franklem.
Dziękujemy, że zgodziła się pani na spotkanie.
Maria Koterbska: - Tak wiele osób dzwoni. Z całego świata. Dostaję bardzo dużo listów. Takich mądrych, gdzie ludzie piszą o tym, jak moje piosenki zmieniły ich życie. Proszą o autograf, dołączają zdjęcie, znaczek i kopertę. Aż się wierzyć nie chcę, że świat jeszcze o mnie pamięta. (…) Naprawdę nie było łatwo, jak mogłoby się wydawać. Mój życiorys jest nieprawdopodobną historią.
Życie na walizkach na dłuższą metę jest męczące.
- Wciąż dostawałam nowe propozycje w pracy. Nie były to łatwe decyzje, a za coś trzeba było żyć. Takie były czasy. Nie chciałam się jednak przenosić z Bielska-Białej, bo kocham to miasto. Tutaj mój dziadek wybudował dom, z którym jestem związana wspomnieniami. Jak dziś pamiętam, gdy jako dzieci graliśmy w takich naszych domowych spektaklach, które tworzyła moja mama. Rodzice siedzieli w salonie, a my graliśmy i śpiewaliśmy.
- Panie Romanie, życie w blasku kariery najbliższej osoby, która jest gwiazdą, nie należy chyba do najłatwiejszych?
Roman Frankl: - W dorosłym życiu wciąż uciekałem od stwierdzenia, które mi towarzyszyło przez lata. Jak mi się coś udało zrobić, to słyszałem, że dlatego, że jestem synem Koterbskiej.
Całą rozmowę z Marią Koterbską i Romanem Franklem można przeczytać w „Kronice Beskidzkiej”. Nowe wydanie lokalnego tygodnika trafi do sprzedaży w czwartek. E-wydanie jest dostępne TUTAJ.
WM
Fot. Z archiwum rodzinnego
Oceń artykuł:
52 1
Klauzula informacyjna ›