Los leśniczówki w Lipniku jest przesądzony. Nie ma pieniędzy na remont
Remont zabytkowej leśniczówki w Lipniku przekracza możliwości finansowe Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Katowicach, a budynek po modernizacji byłby nieprzydatny nadleśnictwu. To odpowiedź właściciela obiektu na pytanie o dalsze losy zdewastowanego obiektu.
W ostatnich dniach Lasy Państwowe opublikowały na swojej stronie internetowej informację o modernizacji amfiteatru w Lipniku. Inwestycja realizowana jest w porozumieniu i przy współfinansowaniu z bielską gminą. Post z informację pojawił się w mediach społecznościowych, gdzie jeden z użytkowników zapytał, jaki los czeka znajdującą się nieopodal leśniczówkę. Do pytania dołączył zdjęcie pocztówki, które przedstawia obiekt w latach świetności.
Na pytanie odpowiedziało oficjalne konto Lasów Państwowych na Twitterze. - To XIX-wieczna siedziba leśniczego lasów miejskich, już w 1945 przekazana Lasom w nienajlepszym stanie. Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych Katowice sprawdzała kiedyś wstępnie koszt rewitalizacji zabytku - od kilku mln zł w górę w zależności od zakresu prac. To przekracza możliwości RDLP Katowice, co więcej chodzi o budynek nieprzydatny miejscowemu nadleśnictwu - nie miałoby jak uzasadnić utrzymywania go potem (kosztowny remont to nie koniec wydatków) - brzmi odpowiedź.
W lutym portal opublikował fotoreportaż przedstawiający aktualny stan tego zabytku (TUTAJ).
bak
Oceń artykuł:
11 65Komentarze 52
Ja uważam, że zniszczenie ruin starego amfiteatru ma jeszcze mniejsze uzasadnienie, niż renowacja tej leśniczówki. Taka renowacja niestety pochłonęłaby mnóstwo pieniędzy, a na leśniczówce trudno byłoby zarabiać, ale trzeba przyznać, że był to śliczny drewniany dom, zachowanie go miałoby jakiś sens kulturowy dla społeczeństwa.
Tymczasem ruiny amfiteatru miały się całkiem nieźle, to była stara dobra robota, z czasów, gdy jeszcze potrafiono układać takie kamienne mury; nawet gdyby tego w ogóle nie remontować, nie zabezpieczać, to pewnie jeszcze za 100 lat większość ruin byłaby zachowana, może boczny mur by się zawalił (i to by można zabezpieczyć). Teraz pozostałości wyburzą, wybudują na ich miejscu nowy obiekt, za 10–20 lat zabraknie pewnie pieniędzy na utrzymanie i za 30–40 zostanie tam gruzowisko...
Jak już, to przedsiębiorca w celu zarabiania na tej nieruchomości; ale nawet przy kupnie za złotówkę trudno byłoby tam odrobić grube miliony zainwestowane w remont. Bo jak, otwierając tam elegancką restaurację? Taniej można to zrobić w centrum miasta, a klientów (a więc i przychodów) w centrum też może być więcej. Więc może kawiarnię/piwiarnię dla spacerowiczów i wracających z Gaików turystów? Ale to by oznaczało ruch głównie w weekendy, trudno sobie wyobrazić, by w ten sposób dało się spłacić potężny remont zaciągnięty na remont. Zresztą w bankach też o tym wiedzą, dlatego nikt by takiego kredytu nie dał.
Stalownik przejąć się opłacało, gdyż było tam dużo cennego aluminium, tu jest tylko kupa butwiejącego drewna...
Ale co im zrobisz, nic nie zrobisz... Jak za poprzedni rządzący próbowali wprowadzić jakieś zmiany, to pisowcy krzyczeli: „lasy państwowe chcą sprywatyzować!”. Dlatego pierwszym krokiem powinna być zmiana nazwy przedsiębiorstwa Lasy Państwowe, np. na Przedsiębiorstwo Zarządzania Lasami, żeby prostacy nie mieszali tej firmy z samymi należącymi do państwa (czyli teoretycznie obywateli) lasami.
Samo otwarcie hotelu czy restauracji w odrestaurowanych wnętrzach powodzenia nie gwarantuje.

Klauzula informacyjna ›