Szpital Wojewódzki w Bielsku-Białej to jedno z nielicznych miejsc na Podbeskidziu, gdzie pomoc mogą otrzymać osoby z problemami z tarczycą. Już wcześniej nie było łatwo się tam dostać, ale teraz to - wedle relacji naszej czytelniczki - koszmar.

- Na pierwszą wizytę czekałam prawie dwa lata - wyjaśnia nam pacjentka (dane do wiadomości redakcji). - Za kilka dni miałam pojawić się w poradni ponownie, byłam już zarejestrowana na konkretny termin i… dowiedziałam się, że nie mam po co przychodzić, bo lekarka, u której się leczyłam już nie pracuje. Dostanie się do endokrynologa w Bielsku-Białej to koszmar - skarży się nasza rozmówczyni.

Anna Szafrańska, rzecznik Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej potwierdza, że szpital ma problem, bo z dwóch przyjmujących do tej pory w poradni endokrynologicznej lekarzy jeden zrezygnował z pracy. To lekarka w wieku emerytalnym. Pozostał więc tylko jeden lekarz, który musi zająć się wszystkimi pacjentami, a tych jest bardzo wielu (do tej pory rocznie w przychodni endokrynologicznej udzielanych było ponad tysiąc porad). Oznacza to jeszcze dłuższe kolejki oczekujących na wizytę.

Szpital szuka nowego endokrynologa, ale to nie jest łatwe. Dlaczego? O tym można przeczytać w nowym wydaniu „Kroniki Beskidzkiej”, które jest dostępne w punktach sprzedaży. E-wydanie można kupić TUTAJ.

WM