Za oknem wiosna, a to znak, że zbliża się sezon komunijny i weselny. W tym roku będzie on jednak nietypowy. Zamiast radości i rodzinnych biesiad czeka nas niepokój i napięcie, bowiem wiele uroczystości nie odbędzie się w pierwotnie zaplanowanych terminach. Wskutek zarazy ceremonie zostały przeniesione najczęściej na jesień, przez co przygotowania, które były już na ostatniej prostej, wydłużą się. Dla niektórych ten czas oznacza zszargane nerwy i stres na najwyższym poziomie.

COVID-19 pokrzyżował plany setkom osób, które czekają na najważniejsze chwile swojego życia. Dla dziecka przygotowującego się do Pierwszej Komunii i jego rodziców, jak i par wyczekujących ślubu i wesela każdy dodatkowy dzień zwłoki to duży stres. Portal dotarł do bielszczan, których uroczystości zostały zawieszone, a także organizatorów imprez rodzinnych, którym epidemia zabrała znaczną część dochodów.

Komunia pod znakiem zapytania

- W naszej parafii komunia została przełożona na czerwiec, choć tak na dobrą sprawę nie wiadomo, czy się wtedy odbędzie, ponieważ nie wiemy, jak sytuacja się rozwinie. Słyszeliśmy, że w innych parafiach uroczystości zaplanowano we wrześniu. Z jednej strony dobrze, że są takie obostrzenia, bo dzięki temu unikniemy wielu zarażeń w Polsce, a z drugiej jest nam przykro, bo wszystko było już gotowe, dziecko smuci się z tego powodu - mówi Izabela, mama chłopca, który miał przystąpić w maju do sakramentu. Według zapowiedzi premiera Mateusza Morawieckiego, szczyt zachorowań przypadnie na przełom maja i czerwca.

Restauratorzy idą na rękę

Rodzice dzieci pierwszokomunijnych, podobnie jak przyszłe młode pary, stanęły więc teraz w obliczu problemu, jakim jest przełożenie rezerwacji przyjęcia. Na szczęście, domy weselne sytuację rozumieją i często idą klientom na rękę. W standardowych warunkach w niektórych salach trzeba bardzo długo czekać na wolny termin. Dlatego teraz restauratorzy sięgają po doraźne rozwiązania.

- Obecnie nie przyjmuję żadnych nowych zleceń, dzięki temu mogę zagospodarować czas na te przyjęcia, które miały odbyć się w najbliższych miesiącach. W miarę możliwości przekładamy je na październik, listopad i grudzień. Do tej pory ani jedno nie zostało odwołane. Sytuacja nieprzewidziana, zamieszanie jest, ale zarówno my, jak i młodzi musimy się dostosować - komentuje właściciel domu weselnego z Bielska-Białej. Co na to przyszli nowożeńcy?

Młodzi są zaniepokojeni

- Czujemy lekki niepokój, obserwując co się dzieje. Mamy termin ślubu w sierpniu. W tej chwili powinniśmy rozdawać zamówione z wyprzedzeniem zaproszenia, a w obecnej sytuacji jest to przecież niemożliwe. Z tego co się słyszy szybko ta możliwość raczej nie nastąpi. Nie nastawiamy się z narzeczoną na wyprawienie hucznego wesela, jak to było pierwotnie planowane. Zaliczki już opłacone, wszystko pozałatwiane. Jednak na tę chwilę nic nie odwołujemy i nie przenosimy. Co ma być to będzie - odpowiada portalowi Tomasz, przyszły pan młody.

Sezon weselny to również czas dużego zarobku dla osób zajmujących się oprawą uroczystości, którzy w związku z epidemią koronawirusa muszą liczyć się z utratą poważnej części rocznych dochodów. O opinie poprosiliśmy przedstawiciela jednego z lokalnych zespołów weselnych.

Nie powinniśmy na sobie żerować

- Doskonale rozumiem ludzi, którzy przenoszą bądź odwołują swoje wesela. Bezpieczeństwo przede wszystkim. Ja również nie zdecydowałbym się na granie w czasie panującej pandemii. Jest jeszcze kwestia zaliczek. Osobiście uważam, że uczciwie byłoby ją młodej parze zwrócić. Przecież to nie ich wina, że muszą z nas zrezygnować. Mam nadzieję, że nie tylko ja mam podobne podejście. W tych trudnych czasach nie powinniśmy na sobie żerować - podkreśla muzyk.

Problematyczny jest również przyjazd gości na przyjęcia po zakończeniu epidemii, gdyż niektórzy mogą obawiać się uczestnictwa w masowej uroczystości, a inni niestety staną w obliczu utraty pracy.

Adam Kanik