Od co najmniej kilkunastu dni można zauważyć zwiększone zakupy karmy dla zwierząt domowych. Towar znika z półek sklepów zoologicznych ekspresowo i w dużych ilościach. Sprzedawcy apelują o opamiętanie. - Dostawy są w tej chwili w miarę systematyczne, nawet z krajów zagrożonych. Niestety, część towaru oczekuje na granicach - słyszymy.

- Według moich wyliczeń, klienci kupowali karmę nawet na pół roku i dłużej. Znam niektórych dobrze od paru lat, wiem, ile produktów zazwyczaj biorą. Kupowano absolutnie wszystko - od karmy po zabawki, koce, legowiska. Tak, jakby zbliżały się Święta Bożego Narodzenia i trzeba było komuś dać prezent. Jest problem z uzupełnianiem towaru, ponieważ ze względu na dużą liczbę zleceń dostawcy nie nadążają nam wysyłać takich ilości, jakie potrzebujemy. Dotyczy to całej Polski, nie tylko Bielska-Białej - powiedział nam pan Tomasz, właściciel dużego sklepu z karmą i innymi akcesoriami dla zwierząt.

Jak dowiedział się portal, niektórzy klienci kupowali dla małego pieska po 10-15 worków z karmą lub dziesięć większych worków, w których łącznie jest 150 kg karmy. Wykupowano duże ilości karm mokrych i smakołyków. W związku z pandemią koronawirusa koszyk klienta zwiększył się praktycznie dziesięciokrotnie. Właściciele zwierząt wydawali w sklepie od kilkuset złotych do nawet 2500 zł.

- Nie jest zasadne robienie aż tak dużych zakupów, gdyż artykuły zakupione w hurtowych ilościach mogą się przeterminować. Dostawy są w tej chwili w miarę systematyczne, nawet z krajów zagrożonych. Niestety, część towaru oczekuje na granicach, dlatego w dostawie niektórych karm mogą być poślizgi rzędu kilku-kilkunastu dni - dodał nasz rozmówca.

Tekst i foto: Mirosław Jamro