Przed Sądem Rejonowym w Bielsku-Białej rozpoczął się dziś proces Mateusza H. oskarżonego o wysadzenie w powietrze bloku budowanego na Sarnim Stoku. Mężczyzna, który na rozprawę przyszedł w koszulce z napisem „Stop pomówieniom”, nie przyznaje się do winy. Przyznaje się tylko od sfałszowania karty przebiegu studiów. Zaznacza, że tego się wstydzi.

Mateusz H. oskarżony jest łącznie aż o 20 przestępstw. Najpoważniejszym jest sprowadzenie zdarzenia zagrażającego mieniu w wielkich rozmiarach, mającego postać eksplozji materiałów łatwopalnych. Jak przekonywał dziś prokurator, w wyniku wybuchu częściowo zawalił się jeden z bloków wznoszonych na osiedlu Sarni Stok. Zdaniem prokuratora, oskarżony usiłował również doprowadzić do zawalenia dwóch kolejnych budynków na Sarnim Stoku. Wskutek wybuchu nikt nie ucierpiał. Deweloper obliczył straty na 1,2 mln zł.

Na dzisiejszej rozprawie Mateusz H. przekonywał, że jest niewinny. Podkreślał, że śledczy zainteresowali się nim tylko dlatego, że jest ekologiem, a dziesięć lat temu podejmował działania w sprawie ochrony przyrody. Twierdził, że nie wie kto stoi za wybuchem na Sarnim Stoku. - Nigdy nie byłem na miejscu budowy. Nigdy w żaden sposób nie interesowałem się nią, co potwierdza materiał dowodowy. Od początku budowy
przechodziłem zaledwie kilka razy obok niej, jak wielu mieszkańców
- mówił na sali rozpraw.

Oskarżony argumentował, że w nocy, kiedy doszło do wybuchu cierpiał na silny atak boreliozy. Choruje od sześciu lat. Był tak osłabiony, że nie miałby siły na przenoszenie ciężkich butli gazowych, które eksplodowały w budowanym obiekcie. - Położyłem się spać około północy. Następnego dnia wstałem koło południa, wiele godzin po wybuchu. Tego dnia poszedłem na pogrzeb kolegi - mówił w sądzie.

Mateusz H. przyznał, że blok, gdzie mieszka leży kilkaset metrów od budowy, na której doszło do wybuchu. W nocy nic nie słyszał, bo zamknął okno. O eksplozji dowiedział się od matki. Oskarżony nie przyznał się również do podpalenia koparek oraz wysyłania pogróżek. Przyznał się jedynie od sfałszowania karty przebiegu studiów. Zaznaczył, że tego się wstydzi.

Przypomnijmy, że do wybuchu doszło 17 lipca 2018 nad ranem. Zdaniem śledczych, sprawca podłożył cztery butle z gazem propan-butan, które zostały odpowiednio zmodyfikowane. Mateuszowi H. grozi kara do dziesięciu lat więzienia.

MB