Ból w Szpitalu Wojewódzkim. Nie zaobserwowano zasłabnięcia
Kobieta, którą przywieziono do ambulatorium Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej skarżyła się m.in. na silny ból w okolicy podsercowej, a w trakcie rejestracji miała zasłabnąć. Pacjentce zalecono dietę i przepisano tabletki przeciwbólowe, ale dolegliwości nie mijały. Jeszcze tego samego dnia obywatelka Słowacji udała się do szpitala w Dolnym Kubinie, gdzie stwierdzono u niej silny stan zapalny układu pokarmowego, przez co była hospitalizowana przez trzy dni. W bielskim szpitalu zapewniają, że pomoc udzielona kobiecie była właściwa.
23-letnia obywatelka Słowacji zgłosiła się do Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej rankiem 28 grudnia ub. roku. Jak relacjonuje jej narzeczony, na początku wystąpił problem z rejestracją pacjentki, ale po kilkudziesięciu minutach oczekiwania i zasłabnięciu została przyjęta przez lekarza.
Ból i skurcze brzucha
Kobieta uskarżała się na trwające od co najmniej trzech godzin bóle w dołku podsercowym oraz dolegliwości żołądkowo-jelitowe. Pacjentce zmierzono ciśnienie krwi oraz wykonano badanie fizykalne brzucha. Rozpoznano przepuklinę rozworu przełykowego. Zalecono stosowanie diety (herbata słodzona) oraz przepisano leki przeciwbólowe i rozkurczowe na ból brzucha. Celem kontroli obywatelka Słowacji miała zgłosić się w najbliższych dniach do lekarza rodzinnego.
Słowaczka zastosowała się do zaleceń bielskiego lekarza. Dwie godziny później udała się do Szpitala Śląskiego w Cieszynie, gdzie w SOR otrzymała kroplówkę ze środkami przeciwbólowymi. - Po powrocie do domu, przespaniu kilku godzin i kolejnym nawrocie dolegliwości bólowych zdecydowaliśmy się na półtoragodzinną podróż do Dolnego Kubina na Słowacji - opowiada jej narzeczony.
W słowackim szpitalu spędziła trzy dni. Pacjentce wykonano kompleksowe badania, m.in. pobrano krew oraz wykonano gastroskopię. Lekarze potwierdzili przepuklinę rozworu przełykowego oraz stwierdzili silny stan zapalny układu pokarmowego. Obecnie pacjentka w domu oczekuje na dalsze decyzje lekarzy, którzy rozważają przeprowadzenie operacji. Zdaniem jej narzeczonego, pomoc udzielona kobiecie w Bielsku-Białej była niewłaściwa, a objawy choroby zostały zlekceważone.
Leczenie adekwatne do objawów
Szpital Wojewódzki w Bielsku-Białej tłumaczy, że pomoc medyczna udzielona pacjentce była właściwa do stanu, w jakim w momencie wizyty w ambulatorium znajdowała się kobieta. Jak wyjaśnia Anna Szafrańska, rzecznik bielskiej placówki, 23-latka w trakcie badania przez lekarza ze specjalizacją chorób wewnętrznych nie miała ostrych objawów brzusznych oraz cech odwodnienia. Podczas pobytu pacjentki w Szpitalu Wojewódzkim nie zaobserwowano zasłabnięcia oraz wymiotów.
Lekarz wykonujący badanie zapewnia, że pacjentka otrzymała właściwe zalecenia i nie wymagała leczenia szpitalnego, a po trzech godzinach wymiotów odwodnić się może dziecko lub starsza osoba. Przedstawicielka bielskiego szpitala dodaje, że kobieta została przyjęta przez lekarza niezwłocznie po zarejestrowaniu, a czas oczekiwania na udzielenie pomocy ambulatoryjnej wynosi do czterech godzin.
Bartłomiej Kawalec
Oceń artykuł:
11 133
Autor: Bartłomiej Kawalec
Dziennikarz portalu bielsko.biala.pl
Komentarze 44
Omijam ten szpital, to moloch nie dla chorych.
20 godzin czekania z krwiakiem w okolicy móżdżku i próba wypisania do domu do obserwacji. Po ostrej wymianie zdań przyjęcie na oddział i hospitalizacja 10 dni.
Itd ...
Mentalność ...
do prokuratury by trzeba głupotę niektórych by ich przymusowo leczyć
Słowacy w szoku, bo po prostu nie spodziewali się, że w Europie może być tak fatalny poziom obsługi medycznej.
Nie pisałem o turystach. W Irlandii współpłaci się za dostęp do służby zdrowia, a i tak poziom świadczonych usług pozostawia dużo do życzenia. Zwłaszcza długi czas oczekiwania na SOR jest przedmiotem krytyki. Od opłat zwolnieni są tylko najbiedniejsi i bezrobotni, posiadający kartę social welfare. Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma, a większość negatywnie komentujących nigdy w życiu nie była u lekarza za granicą. Ciekawostka, pozytywnie zaskoczony byłem natomiast mieszkając w Tajlandii. Łatwo tam zachorować, ponieważ jak to w krajach azjatyckich stacje metra, dworce, taksówki, restauracje są mocno klimatyzowane. Wchodzenie z zewnątrz z 40st do 18st dla większości europejczyków szybko kończy się chorobą. Poradę lekarską można otrzymać w większości aptek (są nawet na plaży) i od razu otrzymać leki. Co więcej miejscowe medykamenty w 2 dni stawiały każdego na nogi przy przeziębieniu, grypie czy zapaleniu zatok, gdzie w Europie zażywając "leki" wielkich koncernów farmaceutycznych przeleżałbym pewnie tydzień w domu.
Pan narzeczony szuka dziury w całym lub wymyślił sposób na kasę

Klauzula informacyjna ›